Dzieciństwo
Mityczna Kraino
Wyspo Szczęśliwa
Bramo życia
Otwórz dla mych oczu
ten czas co przeminął
Dzieciństwo- baśniowa kraina, którą opuszczamy wbrew swojej woli, lecz pełni nadziei na lepszą przyszłość skuszeni przez tego potwora zamkniętego w klepsydrze, który wiecznie przesypuje ziarenka piasku, raz w jedną, raz w drugą stronę. Opuszczamy nasz prywatny Eden, sekretną wyspę bez trosk, problemów, bólu. Wytęskniony ląd, do którego wkrótce zapragniemy wrócić, gdy już rozbije się o jakąś rafę nasz żaglowiec o dumnej nazwie Życie. Będziemy wiecznie jej wypatrywać z naszej maleńkiej tratwy trzymając się kurczowa drzazgi masztu, a podmuchy wspomnień i nadziei będą wydymać płótno naszego żagla.
Oczy będą łzawić od soli i wypatrywania utraconego lądu.
Kiedy zamykam oczy i otwieram bramę wspomnień spływa na mnie cudowne światło słodkiej nostalgii i serce kwili do czasów sprzed chwili.
Rozczarowania, wzruszenia i smutki z tamtego okresu są takie naiwne. Troski i zmartwienia takie maleńkie jak poziomki na łące życia.
Pierwsze przyjaźnie, pierwsze miłości, zapach lasu po burzy, słońce, które tylko w wakacje świeci tak mocno, że aż trzeba oczy mrużyć, brzęczenie pszczół w ogrodzie.
Całe złoto świata bym dał by tam wrócić, by choć raz znowu być dzieckiem. Tym otwartym, szczerym, ciekawskim, ufnym, naiwnym, pełnym dobroci, ale tej dziewiczej, tej z którą przychodzimy na świat, tej która płynie z duszy, nie tej wytrenowanej i wyuczonej w którą nas ubiera codziennie zwyczaj i tradycja.
Znów móc potykać się, upadać, smakować wszystko co pierwsze.
Pierwsze, czyli nasze, własne, najcenniejsze i jedyne.
Nazywam ten stan duszy marzeniami wstecznymi, takimi marzeniami wspak, co to płyną pod prąd wszystkich marzeń. Nie do przodu ku przyszłości, ale w przeciwnym kierunku. Jednocześnie zazdroszczę dzieciom ich olśnienia światem, ich odkrywania lądów, ich pierwszych zachwytów. Ja mam to już za sobą, jedynie mogę smakować wspomnienia, jak konfitury z babcinej piwnicy.
Zdarza się, że mnie coś oczaruje tym czarem pierwszego razu, jednak nie ma to już tej wagi dziecięcego oszołomienia. Natura, sztuka, książka, jakieś niesamowite zdanie, zlepek przypadkowych liter, utwór muzyczny, kobieca uroda, szczery śmiech dziecka, wzruszenie jakąś mistyką chwili, na którą składają się wszystkie pierwiastki piękna. To wzruszenie, które topi lód serca i wypływa spod rzęs.
Nasze serca przez lata konserwowane chłodem przeżyć zamknięte w diamentowej bryle lodu, która narasta o kolejne warstwy wraz z wiekiem.
To wszystko banały. Cała góra banałów. Nie ma odpowiednich słów by opisać ten stan, brak wyrazów, brak znaków interpunkcyjnych, znaczeń. Pozostaje tylko tęsknota, potrzeba by się zatrzymać i zamknąć oczy, otworzyć skrzynię pełną starych zabawek i wrócić do Piotrusia Pana, Tomka Sawyera, Ani z Zielonego Wzgórza…
I tylko słońce jak zwykle zajdzie za horyzont i na nocnym niebie zaświecą te same gwiazdy co dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat temu.
Ale czy na pewno te same?
Wyspo Szczęśliwa
Bramo życia
Otwórz dla mych oczu
ten czas co przeminął
Dzieciństwo- baśniowa kraina, którą opuszczamy wbrew swojej woli, lecz pełni nadziei na lepszą przyszłość skuszeni przez tego potwora zamkniętego w klepsydrze, który wiecznie przesypuje ziarenka piasku, raz w jedną, raz w drugą stronę. Opuszczamy nasz prywatny Eden, sekretną wyspę bez trosk, problemów, bólu. Wytęskniony ląd, do którego wkrótce zapragniemy wrócić, gdy już rozbije się o jakąś rafę nasz żaglowiec o dumnej nazwie Życie. Będziemy wiecznie jej wypatrywać z naszej maleńkiej tratwy trzymając się kurczowa drzazgi masztu, a podmuchy wspomnień i nadziei będą wydymać płótno naszego żagla.
Oczy będą łzawić od soli i wypatrywania utraconego lądu.
Kiedy zamykam oczy i otwieram bramę wspomnień spływa na mnie cudowne światło słodkiej nostalgii i serce kwili do czasów sprzed chwili.
Rozczarowania, wzruszenia i smutki z tamtego okresu są takie naiwne. Troski i zmartwienia takie maleńkie jak poziomki na łące życia.
Pierwsze przyjaźnie, pierwsze miłości, zapach lasu po burzy, słońce, które tylko w wakacje świeci tak mocno, że aż trzeba oczy mrużyć, brzęczenie pszczół w ogrodzie.
Całe złoto świata bym dał by tam wrócić, by choć raz znowu być dzieckiem. Tym otwartym, szczerym, ciekawskim, ufnym, naiwnym, pełnym dobroci, ale tej dziewiczej, tej z którą przychodzimy na świat, tej która płynie z duszy, nie tej wytrenowanej i wyuczonej w którą nas ubiera codziennie zwyczaj i tradycja.
Znów móc potykać się, upadać, smakować wszystko co pierwsze.
Pierwsze, czyli nasze, własne, najcenniejsze i jedyne.
Nazywam ten stan duszy marzeniami wstecznymi, takimi marzeniami wspak, co to płyną pod prąd wszystkich marzeń. Nie do przodu ku przyszłości, ale w przeciwnym kierunku. Jednocześnie zazdroszczę dzieciom ich olśnienia światem, ich odkrywania lądów, ich pierwszych zachwytów. Ja mam to już za sobą, jedynie mogę smakować wspomnienia, jak konfitury z babcinej piwnicy.
Zdarza się, że mnie coś oczaruje tym czarem pierwszego razu, jednak nie ma to już tej wagi dziecięcego oszołomienia. Natura, sztuka, książka, jakieś niesamowite zdanie, zlepek przypadkowych liter, utwór muzyczny, kobieca uroda, szczery śmiech dziecka, wzruszenie jakąś mistyką chwili, na którą składają się wszystkie pierwiastki piękna. To wzruszenie, które topi lód serca i wypływa spod rzęs.
Nasze serca przez lata konserwowane chłodem przeżyć zamknięte w diamentowej bryle lodu, która narasta o kolejne warstwy wraz z wiekiem.
To wszystko banały. Cała góra banałów. Nie ma odpowiednich słów by opisać ten stan, brak wyrazów, brak znaków interpunkcyjnych, znaczeń. Pozostaje tylko tęsknota, potrzeba by się zatrzymać i zamknąć oczy, otworzyć skrzynię pełną starych zabawek i wrócić do Piotrusia Pana, Tomka Sawyera, Ani z Zielonego Wzgórza…
I tylko słońce jak zwykle zajdzie za horyzont i na nocnym niebie zaświecą te same gwiazdy co dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat temu.
Ale czy na pewno te same?

My rating
My rating
My rating
My rating