bilard razów
stoi jak śnieżnobiała bila
na zielonym suknie
rodzimych łąk
w błogosławieństwie
bezchmurnego nieba
i uśmiechu wszystkich słońc
doskonałej formy ma
nieskazitelny stan
wtem gwałtownym
ciosem pchnięta
toczy się, odbija, zderza
w chaotycznym ruchu
nie swoich praw
aż wpada do przypadkowej łuzy
tak ciemnej jak martwa gwiazda
i sama już nie widzi tam
że po siniakach płyną łzy
na zielonym suknie
rodzimych łąk
w błogosławieństwie
bezchmurnego nieba
i uśmiechu wszystkich słońc
doskonałej formy ma
nieskazitelny stan
wtem gwałtownym
ciosem pchnięta
toczy się, odbija, zderza
w chaotycznym ruchu
nie swoich praw
aż wpada do przypadkowej łuzy
tak ciemnej jak martwa gwiazda
i sama już nie widzi tam
że po siniakach płyną łzy
Poem versions

My rating
My rating
My rating