Nocą | version: 29.01.2012 00:09
Oczy błądzą po ścianie ciemności
nie mogą uchwycić żadnego jasnego punktu,
żeby się na nim oprzeć.
Liczy te swoje owieczki
sto jeden.... sto dwa... sto trzy...
nie pomaga.
Dobrze, że jest świadomość
i wie, że nad łożnicą wisi obraz
bardzo stary duży święty obraz.
Podziałała wyobraźnia.
Duże rozłożyste drzewo osłania przed słońcem,
siedzącą na chuście matkę z dzieckiem na kolanach...
z aureolą nad głową.
Jej niebieska suknia wtapia się w otoczenie.
Obok anielskie dzieci zrywają kwiaty,
bawią się z owieczką a jedno gra na flecie.
Nieopodal rzeczka z kamienistym brzegiem
w oddali las, łąka, kontury domów ziemi świętej
i cudowne pogodne niebo.
Oczy nadal błądzą po ścianie nie radząc sobie z ciemnością...
wyobraźnia nadal działa.
Wytęża słuch.
Słyszy głosy bawiących się dzieci,
kwilenie sennego Jezusa,
dźwięk fletu,
szum wody w rzece,
szeleszczące listki poruszane wiatrem,
radośnie świergolące ptaki.
Słyszy dochodzące odgłosy z miasta... szumu lasu...
i coś jeszcze.
Piękny śpiew matki,
kołyszącej w ramionach dziecię.
Aksamitny jej głos niesie się echem...
potem cichnie... odpływa...
jakby zatapiał się w toń wody.
Coraz ciszej i ciszej... ciszej... ciszej... ci.......
nie mogą uchwycić żadnego jasnego punktu,
żeby się na nim oprzeć.
Liczy te swoje owieczki
sto jeden.... sto dwa... sto trzy...
nie pomaga.
Dobrze, że jest świadomość
i wie, że nad łożnicą wisi obraz
bardzo stary duży święty obraz.
Podziałała wyobraźnia.
Duże rozłożyste drzewo osłania przed słońcem,
siedzącą na chuście matkę z dzieckiem na kolanach...
z aureolą nad głową.
Jej niebieska suknia wtapia się w otoczenie.
Obok anielskie dzieci zrywają kwiaty,
bawią się z owieczką a jedno gra na flecie.
Nieopodal rzeczka z kamienistym brzegiem
w oddali las, łąka, kontury domów ziemi świętej
i cudowne pogodne niebo.
Oczy nadal błądzą po ścianie nie radząc sobie z ciemnością...
wyobraźnia nadal działa.
Wytęża słuch.
Słyszy głosy bawiących się dzieci,
kwilenie sennego Jezusa,
dźwięk fletu,
szum wody w rzece,
szeleszczące listki poruszane wiatrem,
radośnie świergolące ptaki.
Słyszy dochodzące odgłosy z miasta... szumu lasu...
i coś jeszcze.
Piękny śpiew matki,
kołyszącej w ramionach dziecię.
Aksamitny jej głos niesie się echem...
potem cichnie... odpływa...
jakby zatapiał się w toń wody.
Coraz ciszej i ciszej... ciszej... ciszej... ci.......
Poem versions
- 7.10.2014 20:03
- 29.01.2012 00:09

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating