Wędrowcy
Przemieszczają się w różne strony,
jednolitym tempem,
równym krokiem
bez pośpiechu.
Bo i dokąd śpieszyć się.
Nie ma kierunków,
domu,
psa,
mamy.
Wszystko jedno na pustyni
z paszportem okazywanym na żądanie.
W oczach mają co było i co będzie,
życie jest najważniejsze,
nie dla siebie żyją.
Nie mogę przestać patrzeć,
nie mogę pomóc,
nic nie mogę.
Co ja tu robię ?
Układam wciąż na nowo swoje puzzle,
jakiś ład, jakiś sens,
Nic.
Wrócę do domu.
Do moich kłopotów, maleńkich jak wróbel
uwijający nad ziarnem
rozsypanym przypadkiem.
Już mi nie przeszkadza
rozpadający się płot.
jednolitym tempem,
równym krokiem
bez pośpiechu.
Bo i dokąd śpieszyć się.
Nie ma kierunków,
domu,
psa,
mamy.
Wszystko jedno na pustyni
z paszportem okazywanym na żądanie.
W oczach mają co było i co będzie,
życie jest najważniejsze,
nie dla siebie żyją.
Nie mogę przestać patrzeć,
nie mogę pomóc,
nic nie mogę.
Co ja tu robię ?
Układam wciąż na nowo swoje puzzle,
jakiś ład, jakiś sens,
Nic.
Wrócę do domu.
Do moich kłopotów, maleńkich jak wróbel
uwijający nad ziarnem
rozsypanym przypadkiem.
Już mi nie przeszkadza
rozpadający się płot.
Poem versions

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating