adres
był czas podły
gdy rościłam sobie prawa
do bezpodstawnej wzajemności
lubiłam umierać na niemiłość
mozaika bezsilnych łez
tworzyła filigranowe kalejdoskopy
mieszała barwy tworząc szarość
pochylała rozpaloną głowę
nakazywałam sobie cierpieć
by cokolwiek czuć
a niebo płakało ze mną
dziś deszcz koloruje szyby
zakrzywia dobrze znany obraz
rozprasza go w pryzmatach kropel
na drobne radości
za mokrymi szybami
parę świerków i czerwony dach
popatrzę raz jeszcze
zamglone pejzaże starego świata
zapiszę w pamięci i zmienię adres
na ulicy zwanej miłość
mokre szyby będą śpiewać
o tym jak dobrze cię kochać
gdy rościłam sobie prawa
do bezpodstawnej wzajemności
lubiłam umierać na niemiłość
mozaika bezsilnych łez
tworzyła filigranowe kalejdoskopy
mieszała barwy tworząc szarość
pochylała rozpaloną głowę
nakazywałam sobie cierpieć
by cokolwiek czuć
a niebo płakało ze mną
dziś deszcz koloruje szyby
zakrzywia dobrze znany obraz
rozprasza go w pryzmatach kropel
na drobne radości
za mokrymi szybami
parę świerków i czerwony dach
popatrzę raz jeszcze
zamglone pejzaże starego świata
zapiszę w pamięci i zmienię adres
na ulicy zwanej miłość
mokre szyby będą śpiewać
o tym jak dobrze cię kochać

My rating
My rating
My rating