Nad stawem
Niebo się skryło odbiciem na wodzie,
czasem deszcz kręci piruety namiętnie,
łącząc się z wodą w jedność.
Skulony wiatr z trzcin się wyłania - niepewnie
choć silnie zawieje,
to czasem źdźbło muśnie,
jak moje usta nad ranem, twojego czoła skóry miła
ptaki co do gniazd wracają co roku,
przypatrują się z góry w krajobraz lustra.
Od trzcin niebogich, co w wodzie gładkiej
na swoich nogach się przed wichrem bronią,
wyłania się kwakanie,
wśród koncertu świerszcza.
Od trzcin wiotkich,
bujających w obłokach rozlanego porankiem mleka,
wyłaniają się silne ramienia dębu,
co jak ojcowska ochrona z nieugiętym czołem,
chyliła się nad rozlanym mlekiem,
przez niezdarność moich niedojrzałych gałęzi.
Po kaczkach zostaną kręgi na wodzie,
a po mnie tylko łza utopiona,
deszcz przypominać będzie pierwszy taniec,
a wiatr muśnięcie ust twoich luba,
gdy pobiegniemy ostatni raz nad staw,
wręcze ci kwiaty słów, co kwitną w czynach
aż po siwość naszych skrzydeł.
©®obert Ratajczak - Moje wiersze
czasem deszcz kręci piruety namiętnie,
łącząc się z wodą w jedność.
Skulony wiatr z trzcin się wyłania - niepewnie
choć silnie zawieje,
to czasem źdźbło muśnie,
jak moje usta nad ranem, twojego czoła skóry miła
ptaki co do gniazd wracają co roku,
przypatrują się z góry w krajobraz lustra.
Od trzcin niebogich, co w wodzie gładkiej
na swoich nogach się przed wichrem bronią,
wyłania się kwakanie,
wśród koncertu świerszcza.
Od trzcin wiotkich,
bujających w obłokach rozlanego porankiem mleka,
wyłaniają się silne ramienia dębu,
co jak ojcowska ochrona z nieugiętym czołem,
chyliła się nad rozlanym mlekiem,
przez niezdarność moich niedojrzałych gałęzi.
Po kaczkach zostaną kręgi na wodzie,
a po mnie tylko łza utopiona,
deszcz przypominać będzie pierwszy taniec,
a wiatr muśnięcie ust twoich luba,
gdy pobiegniemy ostatni raz nad staw,
wręcze ci kwiaty słów, co kwitną w czynach
aż po siwość naszych skrzydeł.
©®obert Ratajczak - Moje wiersze

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating