Sara
Sara miała rude włosy
chowała je w szufladach
hebronowej Makpeli
gdzie siedem schodów składała
siedemsetną wędrówką
szeleściła szeroką spódnicą
jej szarością zasłaniała księżyc
szalom szalom szalom
unosiła lekko kąciki ust
i wyciągała białą dłoń
moje słowa należały do niej
do oczu wypełnionych złotem słońca
opadały na usta powolutku delikatnie
oklejały jak płatki śniegu
i nigdy ich nie było
chowała je w szufladach
hebronowej Makpeli
gdzie siedem schodów składała
siedemsetną wędrówką
szeleściła szeroką spódnicą
jej szarością zasłaniała księżyc
szalom szalom szalom
unosiła lekko kąciki ust
i wyciągała białą dłoń
moje słowa należały do niej
do oczu wypełnionych złotem słońca
opadały na usta powolutku delikatnie
oklejały jak płatki śniegu
i nigdy ich nie było

My rating
My rating
My rating