Z łepetyny

0.0/5 | 0


Z łepetyny

Rwać włosy aż do juchy, cały łeb aż po ból skroni cierpiącej zgrozy, karmiący strachem wydarł włosy z łepetyny tak by powiedzieli że on boli głowy

Ziarno prawdy w oczy, śpiące czy też baczne
by korzeniem wrosła w kłamstwo, i rozsadziła sumieniem tak by poznali prawdę

Lata chude, karmiące niedosytem jelita nasze
i żołądek proszący o kromkę nawet suchą
jak zimą ptaki, by nie szeptali
że syte to co chude laty

Plecy batem, pręgi znaczyć silnie
Jezusowe rany, by odpowiedział kto
czy życie bolącym batem

Wiatr w oczy, kroki pcha do tyłu
tak by zastanowił się kto, czy starczy siły

Tam wisielców drzewaw lesie depresji
czy też parku słabych, tam gdzie zwłoki
na sznurowanych łańcuchach
jak proszący o miskę wody pies przy budzie, by nie powiedział kto że potrzebuje pomocy

I krzyk zwycięzców, aż zachrypnie gardło
by nie powiedziała czyjaś świadomość
że słaba usycha jak bezsilne kwiaty
bo za życia warto iść by zwyciężać
a nie umierać z pętlą na szyi
rosnąć i wzrastać ponad łby
by być dla innych naśladownictwem siły

© ®obert Ratajczak- Moje wiersze



 
COMMENTS