Spadam
Lecę, w bezdenną pustkę zwaną zatraceniem
I ciepło mi i zimno zarazem.
Ja spadam, muskam palcami ręce wyciągnięte
chichoczę przy tym, przez zaciśnięte do krwi wagi.
I czuję metaliczny posmak, gdy spadam,
tam, gdzie już nic nie boli i nie trapi.
Spadłam, w bezdenną pustkę zwaną zatraceniem
i już nie ma drogi wstecz, jestem ja, ciepło i ciemność.
Jak pięknie jest nie czuć.
I ciepło mi i zimno zarazem.
Ja spadam, muskam palcami ręce wyciągnięte
chichoczę przy tym, przez zaciśnięte do krwi wagi.
I czuję metaliczny posmak, gdy spadam,
tam, gdzie już nic nie boli i nie trapi.
Spadłam, w bezdenną pustkę zwaną zatraceniem
i już nie ma drogi wstecz, jestem ja, ciepło i ciemność.
Jak pięknie jest nie czuć.
COMMENTS
ADD COMMENT
