Preludium
Stoję na balkonie i wdycham energię burzy.
Powiew firanki wydyma prostokąt dzielący dwa skostniałe światy.
Grzmiący nieboskłon pochyla się nad zlęknionymi przechodniami
przywołując przejrzyste przemyślenia na przepełnionych
przerażeniem twarzach.
Taniec liści z foliową torebką, bunt natury wymierzony w człowieka.
Trzask zamykanych okien i próba odcięcia się od odpowiedzialności.
Człowiek sukcesu tratujący zmęczonymi podeszwami kurz dziesięcioleci
ciągle w pogoni za utraconym czasem przyszłości.
Lekkie kroki w ciężkich strugach deszczu
migotanie skrzydeł jaskółki na atramentowym horyzoncie.
Białe płomienie odbijają się w czarnych przepaściach źrenic
a drżący z zimna głos szepcze:
Cóż to jest prawda?
Powiew firanki wydyma prostokąt dzielący dwa skostniałe światy.
Grzmiący nieboskłon pochyla się nad zlęknionymi przechodniami
przywołując przejrzyste przemyślenia na przepełnionych
przerażeniem twarzach.
Taniec liści z foliową torebką, bunt natury wymierzony w człowieka.
Trzask zamykanych okien i próba odcięcia się od odpowiedzialności.
Człowiek sukcesu tratujący zmęczonymi podeszwami kurz dziesięcioleci
ciągle w pogoni za utraconym czasem przyszłości.
Lekkie kroki w ciężkich strugach deszczu
migotanie skrzydeł jaskółki na atramentowym horyzoncie.
Białe płomienie odbijają się w czarnych przepaściach źrenic
a drżący z zimna głos szepcze:
Cóż to jest prawda?

My rating