Ballada dziadowska
Los żebraka losem przykrym
Każdy splunie ci pod nogi
Miast piątaka włożyć w czapkę
Ciśnie butem do podłogi
Kiedy włodarz domu tego
U którego siedzisz wrót
Zeźli się na ciebie tęgo
Już niewiele będziesz mógł
Dwa osiłki, stróże prawa
Co pół miasta wykończyli
Wezmą cię pod łokcie oba
I przeciągną tak pół mili
Aż zobaczysz znane miejsce
Jedno z dachem jakie znasz
Mokre, brudne i cuchnące
Gdzie na świat patrzysz zza krat
Jak mnie już do loszku wtrącą
To choć śmierdzi nie jest źle
Jest i zupa i kamraci
Ale tylko pierwsze dnie
Potem ciężko nazwać zupą
Na szczurze cienką polewkę
Gdy bogowie Ci sprzyjają
Dojrzysz czasem i marchewkę
A kamratów, psia ich mać
Strzeż się bracie, strzeż gorliwie
Nakablują klawiszowi
Co im z czasem wyznasz ckliwie
Jam porządnym jest żebrakiem
Co się włóczy, chodzi spać
Na karczmarnej swej ławeczce
I zbyt dumnym, żeby kraść
Więc nie będziesz szanowany
Przez kamratów - złodziejaszków
Którzy skopią cię nad ranem
Przy jutrzenki złotym blasku
Ale bracie mój, na Boga
- jeśli ten istnieje gdzieś -
Od złodzieja tuzin razy
Gorszy politykier - pies
Bo dziś bracie już nie można
Zabić kogoś dla pieniędzy
Tylko motyw polityczny
Jest dziś modny i nic więcej
Hej, nie ufaj więc takiemu
Gdy do celi ów dziś wejdzie
Znaczy - krętacz i oszołom
Nos swój długi wsadzi wszędzie
Więc się wtedy skumaj bracie
Z złodziejami tam pod ścianą
I obmyślaj jak najszybciej
Jak kapusia sprzątnąć rano
Gdy gadzinę ubijecie
Strażnik rękę wam swą poda
Za robotę podziękuje
Wpadnie za to mu nagroda
Lecz od dziś bój się cienia
Bo oto - w słonecznym świetle
Stałeś się i ty zabójcą
Już czekają ciebie w piekle
I ty jesteś polityczną,
Gnidą, świnią, ścierwojadem
Nim zatłukłeś, to uknułeś
Od dziś jesteś zwykłym gadem
Nie śpij nigdy już nad ranem
Boś następny jest w kolejce
Tam pod ścianą siedzi tuzin
Na twe czyhających miejsce
Każdy splunie ci pod nogi
Miast piątaka włożyć w czapkę
Ciśnie butem do podłogi
Kiedy włodarz domu tego
U którego siedzisz wrót
Zeźli się na ciebie tęgo
Już niewiele będziesz mógł
Dwa osiłki, stróże prawa
Co pół miasta wykończyli
Wezmą cię pod łokcie oba
I przeciągną tak pół mili
Aż zobaczysz znane miejsce
Jedno z dachem jakie znasz
Mokre, brudne i cuchnące
Gdzie na świat patrzysz zza krat
Jak mnie już do loszku wtrącą
To choć śmierdzi nie jest źle
Jest i zupa i kamraci
Ale tylko pierwsze dnie
Potem ciężko nazwać zupą
Na szczurze cienką polewkę
Gdy bogowie Ci sprzyjają
Dojrzysz czasem i marchewkę
A kamratów, psia ich mać
Strzeż się bracie, strzeż gorliwie
Nakablują klawiszowi
Co im z czasem wyznasz ckliwie
Jam porządnym jest żebrakiem
Co się włóczy, chodzi spać
Na karczmarnej swej ławeczce
I zbyt dumnym, żeby kraść
Więc nie będziesz szanowany
Przez kamratów - złodziejaszków
Którzy skopią cię nad ranem
Przy jutrzenki złotym blasku
Ale bracie mój, na Boga
- jeśli ten istnieje gdzieś -
Od złodzieja tuzin razy
Gorszy politykier - pies
Bo dziś bracie już nie można
Zabić kogoś dla pieniędzy
Tylko motyw polityczny
Jest dziś modny i nic więcej
Hej, nie ufaj więc takiemu
Gdy do celi ów dziś wejdzie
Znaczy - krętacz i oszołom
Nos swój długi wsadzi wszędzie
Więc się wtedy skumaj bracie
Z złodziejami tam pod ścianą
I obmyślaj jak najszybciej
Jak kapusia sprzątnąć rano
Gdy gadzinę ubijecie
Strażnik rękę wam swą poda
Za robotę podziękuje
Wpadnie za to mu nagroda
Lecz od dziś bój się cienia
Bo oto - w słonecznym świetle
Stałeś się i ty zabójcą
Już czekają ciebie w piekle
I ty jesteś polityczną,
Gnidą, świnią, ścierwojadem
Nim zatłukłeś, to uknułeś
Od dziś jesteś zwykłym gadem
Nie śpij nigdy już nad ranem
Boś następny jest w kolejce
Tam pod ścianą siedzi tuzin
Na twe czyhających miejsce

Mniej retro
Pani Jagodzianko, a może tak coś mniej... retro? Bardziej współcześnie? Prawdziwość jakąś uchwycić, ale językiem też prawdziwym. Bo to trochę takie sztucznawe się zdajeMy rating