PUSTKA
Tak siedząc w przemoczonym płaszczu
Niewidzialnym deszczem
Czuje wiatr kradnący mi chwile
Próbuję powstrzymać znikające mile
Tak siedząc na szaro zielonej ławce
Nie czuję chłodu
Pożerającego wspomnienia
Gasnę w blaskach półmroku cienia
Uśmiechem powiewu
Spoglądam za siebie
Nic się nie liczy
Bez dotyku ciebie
Tornadem zagubionych myśli
Nieliczących się baśni
Czekam na niebie
Wśród własnych waśni
Nie czuję już bólu
Nie widzę marzenia
Odchodzę po cichu
Na drodze przeznaczenia
Niewidzialnym deszczem
Czuje wiatr kradnący mi chwile
Próbuję powstrzymać znikające mile
Tak siedząc na szaro zielonej ławce
Nie czuję chłodu
Pożerającego wspomnienia
Gasnę w blaskach półmroku cienia
Uśmiechem powiewu
Spoglądam za siebie
Nic się nie liczy
Bez dotyku ciebie
Tornadem zagubionych myśli
Nieliczących się baśni
Czekam na niebie
Wśród własnych waśni
Nie czuję już bólu
Nie widzę marzenia
Odchodzę po cichu
Na drodze przeznaczenia
COMMENTS
ADD COMMENT
