Bug
pożyczymy camping, ciepę z bumaru. teraz w lipcu najlepszy piasek.
żniwa dokończy syn, dla niego pszenżyto, dla nas cos z zycia.
ale czemu krzywi sie Maryjka, czemu nie potrafię choć z zamkniętymi oczami usiąść na tym piasku, rozgarnąć rzeki napić się żywca spod lady.
zmierzcha świnie kwiczą w ciemnosci. podczas obrządku podniecone rzucają się na breję z mleczarni w której pływają cuchnące odłamki masła.
jak nie maluchem, potrzebnym do gminy, potrzebnym po nasiona, to wezmę moją starą na białoruś, do koparki wrzucimy harcerskie plecaki.
pojedziemy dniem i nocą kradnąc wahę, milicji się tłumacząc, wszystkim się tłumacząc.
ty w koralach pod fartuchem ja w gumofilcach, że jakby co to od dojenia krowy, od zadawania koniu.
deszcz wstrzymuje żęcie. a nad Bugiem ponoć słońce i slońce.
jutro odpust. rzeka nie odpłynie. wyprośmy pogodę.
wracają wokół niedziela wokół deszcz.
kołko rolnicze. no co pani? przyjedź pan i se zobacz.
nadciągnął czerwony bizon. patrzyli jak w objawienie. kombajnista wsiadł jak Jerzy na smoka. zbierał suche pośrodku burzy. cud cud mówili sąsiedzi.
dwadzieścia lat temu. to był ostatni rok, kiedy planowali wakacje.
żniwa dokończy syn, dla niego pszenżyto, dla nas cos z zycia.
ale czemu krzywi sie Maryjka, czemu nie potrafię choć z zamkniętymi oczami usiąść na tym piasku, rozgarnąć rzeki napić się żywca spod lady.
zmierzcha świnie kwiczą w ciemnosci. podczas obrządku podniecone rzucają się na breję z mleczarni w której pływają cuchnące odłamki masła.
jak nie maluchem, potrzebnym do gminy, potrzebnym po nasiona, to wezmę moją starą na białoruś, do koparki wrzucimy harcerskie plecaki.
pojedziemy dniem i nocą kradnąc wahę, milicji się tłumacząc, wszystkim się tłumacząc.
ty w koralach pod fartuchem ja w gumofilcach, że jakby co to od dojenia krowy, od zadawania koniu.
deszcz wstrzymuje żęcie. a nad Bugiem ponoć słońce i slońce.
jutro odpust. rzeka nie odpłynie. wyprośmy pogodę.
wracają wokół niedziela wokół deszcz.
kołko rolnicze. no co pani? przyjedź pan i se zobacz.
nadciągnął czerwony bizon. patrzyli jak w objawienie. kombajnista wsiadł jak Jerzy na smoka. zbierał suche pośrodku burzy. cud cud mówili sąsiedzi.
dwadzieścia lat temu. to był ostatni rok, kiedy planowali wakacje.

Moja ocena
kombajnista jak Jerzy ze smoka - mistrzowskie :)