Rok 2004

author:  Zuluz
5.0/5 | 4


Wczesną jesienią pogrążyłem się
w ogromnej błogości.
Nikt z Was nie jest w stanie
wyobrazić sobie jej głębi.
Rozpuszczałem się w niej
siedząc godzinami na balkonie
i podziwiając krajobraz.
Niczego więcej nie pragnąłem
tylko tej nieustającej błogości.
Lecz z dnia na dzień
pojawiły się bóle głowy.
Prawdziwe, pulsujące migreny
przez które leżałem z głową
zakrytą pościelą, pocąc się
i kuląc z bólu.

Wtedy zjawiły się głosy.
Głosy duchów.
Nie umarłych ludzi,
lecz głosy duchów pająków.
Syczały do mnie skrzekliwymi dźwiękami,
wyzywając mnie i drwiąc z mojej osoby.
Zbierały się w przedpokoju pod żarówką
i kołysały, śpiewając pajęczy zew.
Zaczęły nauczać mnie pajęczego
języka świata duchów.
0 – pająk
0 – pajęczyna
1 – mucha
11 – mucha w pajęczynie
111 – pająk atakujący złapaną muchę
Cały świat składał się z:
101010101010101010101010101010
010101010101010101010101010101
111000111000111000111000111000
111111111111111111111111111111
000000000111111100000000000000

I wtedy ukazywał się Nieumarły Król Pająków.
Zawsze nocą.
Jego odwłok rozścielał się na nocnym niebie
a odnóża, tysiące, miliony odnóży sięgały
ziemi i oplątywały ludzi pajęczą nicią.
Ich dotyk sprawiał, że osoby szkaradniały,
nabierały pajęczych kształtów.
Paciorkowate oczy tliły się granatowym blaskiem.
Zostawiali za sobą pajęczą smugę nici
a gdy napotykali się,
próbowali wzajemnie pożreć.

Ten widok ostatecznie wypełnił mnie szaleństwem.
Otworzyłem okno i chciałem wyskoczyć,
lecz krzyknąłem tylko na całe gardło,
- Ojcze czemu mnie opuściłeś?!
Opanował mnie szał.
Niszczyłem wszystko co było w mieszkaniu.
Wywracałem półki i szuflady,
darłem książki i łamałem przedmioty.
Porozbijałem wszystkie lustra,
bojąc się ujrzeć własnych oczu.
W końcu padłem bez sił na podłogę
i zasnąłem zmęczony.
Rankiem obudziłem się na pobojowisku,
wstałem obolały.
Podszedłem do pękniętego lustra
i spojrzałem.
Patrzyły na mnie łagodne, udręczone
zielone oczy.
Takie same jak na portretach Jezusa.
Poczułem delikatne błogie ciepło w żołądku.
Tym razem było inne niż to,
od którego zaczął się ten cały koszmar.
Upiory mnie opuściły.

Był koniec mroźnej zimy…

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  

Moja ocena

Abstrakcja zupełna ( typowe dla Zuluzów :D )
Mnie się podoba bardzo, bardzo... :)
My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: