Łódeczka
Łódeczka
Mały Smuteczek mieszkał nad rzeczką.
Często po rzeczce pływał łódeczką.
Niewiele zwiedził, choć bardzo chciał.
Zbyt małą na wielkie wyprawy łódeczkę miał.
Tak wiele razy widział okręty,
co przemierzały rzeki odmęty.
Przed jego rzeczką już zawracały.
Za wielkie kadłuby i maszty miały.
Tyci łódeczka, wąziutka rzeczka.
Mały był świat tego Smuteczka.
Ale marzenia były ogromne;
Plany, nadzieje zawsze niezłomne.
Kiedyś kapitan ogromnej floty
Wpłynął na rzeczkę i miał kłopoty.
Zawrócić nie mógł swojego statku,
Zarył kadłubem w dna rzeczki pisaku.
Smuteczek widząc całe zdarzenie
Pomyślał: Przyszło marzeń spełnienie.
Tak rozumował mały Smuteczek:
Na mojej rzeczce - mój to stateczek!
Przybył na okręt na swej łódeczce.
Miał już na podróż prowiant w teczce.
I rzecze śmiało do kapitana:
Ta wielka łódź jest panu zabrana!
Co wpłynie tutaj, do mojej rzeczki,
Łódki, kajaki czy też stateczki,
Moją własnością się zaraz staje.
Niech pan mi stery szybko oddaje!
Kapitan zdębiał na takie słowa.
Fajkę zagasił, w kieszeni schował.
Zmarszczył brew prawą nad okiem szarym;
Był człekiem mądrym, dostojnym, starym.
Proszę, oto jest mostek kapitana.
Niech więc przyjmie nowego pana!
Nowy kapitan, ten nasz Smuteczek,
Na kapitański chciał wejść mosteczek.
Ale ten mostek był niesłychany.
Prawdopodobnie... zaczarowany.
I gdy Smuteczek już stery chwytał.
Mostek przemówił: A kapitana tyś pytał?
Jak to? Co to? Kto to tu gada?
Gadać mostkowi? To nie wypada!
Krzyknął zdumiony nowy pryncypał.
Jam jest tu teraz statku kapitan!
A mostek na to, blokując stery:
Na naszym statku takie maniery?
Tej łodzi sztagi, wanty i bomy
Przetrwały deszcze, sztormy i gromy
Dzięki mądrości swojego pana
Szarookiego Johna, wód wszelkich kapitana.
A ty, Smuteczku, znad małej rzeczki
Wracaj do swojej małej łódeczki.
Taka to była kapitańskiego mostku przemowa.
Gdy już wybrzmiały jego słowa
Wnet powiał wiatr złowrogi,
A cztery liny chwyciły ręce i nogi
I wyrzuciły ze statku do wody Smuteczka
Aż się zmąciła calutka rzeczka.
Burzą się fale, mąci się woda.
Ratować trzeba! Smuteczka szkoda!
Krzyczy kapitan, z pokładu skoczył,
Lecz ledwie sobie nogawki zmoczył.
Śmieje się głośno, ze Smutka szydzi,
Lecz co się dzieje, dobrze nie widzi.
Smuteczek opadł na dnie jak kłoda
I już po chwili ta płytka woda
Wirując wściekle zmąconym nurtem
Wrzuciła Smutka pod statku burtę.
Kapitan umilkł, przeciera oczy,
Czeka aż Smutek w wody wyskoczy.
A tutaj cisza, nic się nie dzieje
I tylko mostek nadal się śmieje.
Zamilknij, głupcze – rzucił złowrogo.
Za błąd swój Smutek zapłacił drogo.
Któż by pomyślał: Nie umiał pływać?
A chciał odmęty mórz sam zdobywać?
Dzielny to pirat, przyznać to muszę,
Choć miał i wady, niewdzięczną duszę.
Gdyby docenił co dano jemu
Nie uległby losowi złemu.
Szarookiego smutek ogarnął.
Zapłakał gorzko nad chwilą marną,
Która dla Smutka ostatnią być miała.
Jakże się mylił, Bogu chwała!
Pod burtą statku Smuteczek utknął.
W drewniane belki głową swą stuknął.
Ciemność zobaczył, ból go owładnął.
Wyjść z pułapki nie mógł już siłą żadną.
To, co być miało początkiem zdarzeń,
Stało się końcem największych marzeń.
Okręt miast nieść go ku przygodzie
Zatopił Smutka w płyciutkiej wodzie.
Myśli smutnymi już życie żegnał,
Z wrogami swymi w sercu się jednał,
Co złego było - Boga przepraszał,
Łaski dla ciotek i wujów wypraszał.
Na szczęście łódka naszego Smutka,
Choć była przecież bardzo malutka,
Kochała wiernie swojego pana
I również była... zaczarowana.
Miała wśród raków znajomych wielu,
Niejeden kazał się zwać: „przyjacielu”.
A raki, przecież wszyscy to wiedzą,
W piaszczystych dnach rzeki grupami siedzą.
Szukajcie Smutka – prosi Łódeczka
Ratujmy mego pana Smuteczka!
Szukano bardzo szybko, dokładnie.
Smuteczek utkwił po statkiem na dnie.
Zabrzmiały wszystkie racze raporty.
Lecz trzeba bardzo silnej kohorty,
By go wyciągnąć spod wielkiej burty
Statku, co wpłynął w te płytkie nurty.
Łódeczka dalej słuchać nie chciała.
Wiosło Smutkowi swoje podała.
Chwycił się tamten siły resztkami
I wpełzł na pokład między rakami.
Jakże się cieszył stary kapitan,
Gdy w świecie żywych Smutka przywitał.
Łzy mu płynęły ciurkiem jak strugi.
Bóg mu darował żywot raz drugi!
Kiedy Smuteczek doszedł do siebie,
Widząc, że jeszcze nie jest w niebie,
Ale że w łódce swojej dryfuje,
Rzekł szczerze: Bardzo żałuję.
Przepraszam cię, kapitanie.
Niechaj tak już zostanie.
Ty i twój statek to przecież jedno.
Wasze przygody - jedności sedno.
Moja łódeczka, choć skromna, mała,
Zginąć na dnie mi ona nie dała.
Cenniejsza skorupina nad wielkie przygody.
Kochańsza niż oceanów szerokie wody.
Widząc, że skrucha Smuteczka jest szczera,
Kapitan rzekł: Łódkę twą i ciebie zabieram.
Popłyńmy razem w przygód odmęty.
Zobaczysz morza, wyspy, okręty.
Doświadczysz przygód i zwiedzisz świat.
Ty, twoja łódka, mój statek i ja - niczym twój brat.
Szarooki uśmiechnął się szeroko
Aż zajaśniało mu szare oko.
Smuteczek był rad z takiej oferty,
Więc ruszyć chcieli na oceanów odmęty.
Lecz przecież kłopot mieli niemały -
Piaski z dna rzeczki statek trzymały.
A ruszyć okręt - trza wielkiej siły,
Zwłaszcza gdy go płycizny rzeczki więziły.
Lecz pamiętacie łódeczkę małą?
Nikt nie wie jak to się stało,
Ale to ona siłując wiosła,
Z dna rzeczki statek cały uniosła!
I tak to bywa na świecie całym,
Że nie dostrzega się siły w małym.
A to, co bliskie - niedocenione
I pogardzane, lekceważone,
I choć marzenia wiodą daleko
Zawsze się rodzą nad małą rzeką.
Mały Smuteczek mieszkał nad rzeczką.
Często po rzeczce pływał łódeczką.
Niewiele zwiedził, choć bardzo chciał.
Zbyt małą na wielkie wyprawy łódeczkę miał.
Tak wiele razy widział okręty,
co przemierzały rzeki odmęty.
Przed jego rzeczką już zawracały.
Za wielkie kadłuby i maszty miały.
Tyci łódeczka, wąziutka rzeczka.
Mały był świat tego Smuteczka.
Ale marzenia były ogromne;
Plany, nadzieje zawsze niezłomne.
Kiedyś kapitan ogromnej floty
Wpłynął na rzeczkę i miał kłopoty.
Zawrócić nie mógł swojego statku,
Zarył kadłubem w dna rzeczki pisaku.
Smuteczek widząc całe zdarzenie
Pomyślał: Przyszło marzeń spełnienie.
Tak rozumował mały Smuteczek:
Na mojej rzeczce - mój to stateczek!
Przybył na okręt na swej łódeczce.
Miał już na podróż prowiant w teczce.
I rzecze śmiało do kapitana:
Ta wielka łódź jest panu zabrana!
Co wpłynie tutaj, do mojej rzeczki,
Łódki, kajaki czy też stateczki,
Moją własnością się zaraz staje.
Niech pan mi stery szybko oddaje!
Kapitan zdębiał na takie słowa.
Fajkę zagasił, w kieszeni schował.
Zmarszczył brew prawą nad okiem szarym;
Był człekiem mądrym, dostojnym, starym.
Proszę, oto jest mostek kapitana.
Niech więc przyjmie nowego pana!
Nowy kapitan, ten nasz Smuteczek,
Na kapitański chciał wejść mosteczek.
Ale ten mostek był niesłychany.
Prawdopodobnie... zaczarowany.
I gdy Smuteczek już stery chwytał.
Mostek przemówił: A kapitana tyś pytał?
Jak to? Co to? Kto to tu gada?
Gadać mostkowi? To nie wypada!
Krzyknął zdumiony nowy pryncypał.
Jam jest tu teraz statku kapitan!
A mostek na to, blokując stery:
Na naszym statku takie maniery?
Tej łodzi sztagi, wanty i bomy
Przetrwały deszcze, sztormy i gromy
Dzięki mądrości swojego pana
Szarookiego Johna, wód wszelkich kapitana.
A ty, Smuteczku, znad małej rzeczki
Wracaj do swojej małej łódeczki.
Taka to była kapitańskiego mostku przemowa.
Gdy już wybrzmiały jego słowa
Wnet powiał wiatr złowrogi,
A cztery liny chwyciły ręce i nogi
I wyrzuciły ze statku do wody Smuteczka
Aż się zmąciła calutka rzeczka.
Burzą się fale, mąci się woda.
Ratować trzeba! Smuteczka szkoda!
Krzyczy kapitan, z pokładu skoczył,
Lecz ledwie sobie nogawki zmoczył.
Śmieje się głośno, ze Smutka szydzi,
Lecz co się dzieje, dobrze nie widzi.
Smuteczek opadł na dnie jak kłoda
I już po chwili ta płytka woda
Wirując wściekle zmąconym nurtem
Wrzuciła Smutka pod statku burtę.
Kapitan umilkł, przeciera oczy,
Czeka aż Smutek w wody wyskoczy.
A tutaj cisza, nic się nie dzieje
I tylko mostek nadal się śmieje.
Zamilknij, głupcze – rzucił złowrogo.
Za błąd swój Smutek zapłacił drogo.
Któż by pomyślał: Nie umiał pływać?
A chciał odmęty mórz sam zdobywać?
Dzielny to pirat, przyznać to muszę,
Choć miał i wady, niewdzięczną duszę.
Gdyby docenił co dano jemu
Nie uległby losowi złemu.
Szarookiego smutek ogarnął.
Zapłakał gorzko nad chwilą marną,
Która dla Smutka ostatnią być miała.
Jakże się mylił, Bogu chwała!
Pod burtą statku Smuteczek utknął.
W drewniane belki głową swą stuknął.
Ciemność zobaczył, ból go owładnął.
Wyjść z pułapki nie mógł już siłą żadną.
To, co być miało początkiem zdarzeń,
Stało się końcem największych marzeń.
Okręt miast nieść go ku przygodzie
Zatopił Smutka w płyciutkiej wodzie.
Myśli smutnymi już życie żegnał,
Z wrogami swymi w sercu się jednał,
Co złego było - Boga przepraszał,
Łaski dla ciotek i wujów wypraszał.
Na szczęście łódka naszego Smutka,
Choć była przecież bardzo malutka,
Kochała wiernie swojego pana
I również była... zaczarowana.
Miała wśród raków znajomych wielu,
Niejeden kazał się zwać: „przyjacielu”.
A raki, przecież wszyscy to wiedzą,
W piaszczystych dnach rzeki grupami siedzą.
Szukajcie Smutka – prosi Łódeczka
Ratujmy mego pana Smuteczka!
Szukano bardzo szybko, dokładnie.
Smuteczek utkwił po statkiem na dnie.
Zabrzmiały wszystkie racze raporty.
Lecz trzeba bardzo silnej kohorty,
By go wyciągnąć spod wielkiej burty
Statku, co wpłynął w te płytkie nurty.
Łódeczka dalej słuchać nie chciała.
Wiosło Smutkowi swoje podała.
Chwycił się tamten siły resztkami
I wpełzł na pokład między rakami.
Jakże się cieszył stary kapitan,
Gdy w świecie żywych Smutka przywitał.
Łzy mu płynęły ciurkiem jak strugi.
Bóg mu darował żywot raz drugi!
Kiedy Smuteczek doszedł do siebie,
Widząc, że jeszcze nie jest w niebie,
Ale że w łódce swojej dryfuje,
Rzekł szczerze: Bardzo żałuję.
Przepraszam cię, kapitanie.
Niechaj tak już zostanie.
Ty i twój statek to przecież jedno.
Wasze przygody - jedności sedno.
Moja łódeczka, choć skromna, mała,
Zginąć na dnie mi ona nie dała.
Cenniejsza skorupina nad wielkie przygody.
Kochańsza niż oceanów szerokie wody.
Widząc, że skrucha Smuteczka jest szczera,
Kapitan rzekł: Łódkę twą i ciebie zabieram.
Popłyńmy razem w przygód odmęty.
Zobaczysz morza, wyspy, okręty.
Doświadczysz przygód i zwiedzisz świat.
Ty, twoja łódka, mój statek i ja - niczym twój brat.
Szarooki uśmiechnął się szeroko
Aż zajaśniało mu szare oko.
Smuteczek był rad z takiej oferty,
Więc ruszyć chcieli na oceanów odmęty.
Lecz przecież kłopot mieli niemały -
Piaski z dna rzeczki statek trzymały.
A ruszyć okręt - trza wielkiej siły,
Zwłaszcza gdy go płycizny rzeczki więziły.
Lecz pamiętacie łódeczkę małą?
Nikt nie wie jak to się stało,
Ale to ona siłując wiosła,
Z dna rzeczki statek cały uniosła!
I tak to bywa na świecie całym,
Że nie dostrzega się siły w małym.
A to, co bliskie - niedocenione
I pogardzane, lekceważone,
I choć marzenia wiodą daleko
Zawsze się rodzą nad małą rzeką.
COMMENTS
ADD COMMENT
