Jakby nigdy nic
Hej! Wy dzieci, których nigdy prawdziwie nie było.
Kępy traw zamiecione głodną zimą pod Skalskim.
Rozłupane pnie jodeł łańcuchową siekierą.
Posprzątane, wymiecione, spróchniałe, bezpańskie.
Dzieci, których nikt nie przewidział i nie przesłuchał.
Ognistordzawa jesień buczyny pod Wisielcem.
Czyściec nieba poderżnięty od ucha do ucha.
Przeoczone, przekładane na jutro, na potem.
Ech, sieroty wykrochmalone jak prześcieradła.
Poszwy, które się same nicią ze snu zaszyły.
Celulozowy świat odejdzie nocą na bagna,
a wieś zaśnie, jakby nigdy niczego nie było.
Kępy traw zamiecione głodną zimą pod Skalskim.
Rozłupane pnie jodeł łańcuchową siekierą.
Posprzątane, wymiecione, spróchniałe, bezpańskie.
Dzieci, których nikt nie przewidział i nie przesłuchał.
Ognistordzawa jesień buczyny pod Wisielcem.
Czyściec nieba poderżnięty od ucha do ucha.
Przeoczone, przekładane na jutro, na potem.
Ech, sieroty wykrochmalone jak prześcieradła.
Poszwy, które się same nicią ze snu zaszyły.
Celulozowy świat odejdzie nocą na bagna,
a wieś zaśnie, jakby nigdy niczego nie było.

My rating
My rating
My rating
My rating