dopóki za oknem szelest
małe rany nie sprawiają już bólu
szukamy zapomnienia
w majaczącym w oddali domu
świeża woda w cynkowym wiadrze
i zapach białej farby
pozwala rysować koła
w prostokątach okien ustawiać kwiaty
a sedno nocy zebrać w kulę
otoczyć myślą
zbliżam się na odległość
mierzona w domysłach
zawijam się w koc
pamięta miękkość skóry
ze wszystkich dni
w których tkaliśmy kobierce
z igieł pod stopami
wciąż lubię chodzić boso
nabieram pewności
szukamy zapomnienia
w majaczącym w oddali domu
świeża woda w cynkowym wiadrze
i zapach białej farby
pozwala rysować koła
w prostokątach okien ustawiać kwiaty
a sedno nocy zebrać w kulę
otoczyć myślą
zbliżam się na odległość
mierzona w domysłach
zawijam się w koc
pamięta miękkość skóry
ze wszystkich dni
w których tkaliśmy kobierce
z igieł pod stopami
wciąż lubię chodzić boso
nabieram pewności

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
Moja ocena
Kolejny doskonały wiersz.My rating