Do przyjaciół
Próżno we mnie, drużbowie, chcecie podnieść ducha,
Bo kiedyż miłość głosu rozumu posłucha?
Wszak ona ani widzić, ani słyszyć zdoła,
A cóż wtedy dopiero, kiedy rozum woła.
Więc kiedy wszystko błądzi na przemiennym
świecie,
Wy mi błąd mój powszechny, miłość, wskazujecie?
Przez nią pod zimnym niebem, ja, twardy Sarmata,
Spokojnym sztukom młode poświęciłem lata,
Ona mię odmówiła od wojennej wrzawy,
Ojców niegdyś nad Wisłą jedynej zabawy,
Ona słodszych nad wszystko uczyła mię pieni,
Jakie nucą śmiertelni przez bogów natchnieni,
By kiedyś sława niosła, że nie same Traki,
Lecz i Sarmaty swoje miewały śpiewaki.
Ja ani pragnę lasów z gór wysokich ruszać,
Ani dzikie zwierzęta za sobą przymuszać;
Jedna żądza, Lidyjo, zmiękczyć serce twoje,
Aby otworzyć ryglem zaparte podwoje -
To, jeśli strony moje za czasem przemogą,
Wy, lasy i zwierzęta, idźcie waszą drogą!
Niech na wozie zwycięskim inny prowadzony
Dumnym okiem lud mierzy bijący pokłony,
Niech wiedzie króle-jeńce i wydarte wrogom
Łupy ku wiecznej chwalbie pozawiesza bogom;
Mnie ty się, o Lidyjo, uśmiechnij łaskawie,
Innym wozy zwycięskie i berła zostawię;
Bo kto na ziemskie sprawy bacznie zwróci oczy,
Widzi, jak wszystko kołem szalonym się toczy,
Wszystko ślepy traf rzuca, równa i odmienia,
Ledwo co poważnego godne zapragnienia.
Cnotliwi na pustynie wygnani z ojczyzny,
Mędrcom sąd oślepiony zastawia trucizny,
Bogów czciciel wodami ginie pochłoniony,
Zwycięzca wrogów pada z rąk zdradzieckiej żony.
Gdzie, Krezie, twoje skarby i fortunne losy,
Gdy wrogi pod spętanym zapalały stosy?
Tysiąc ukrytych przygód na śmiertelnych godzi
A nikt nie wie, gdzie dobrą albo złą znachodzi,
A po złych, jak po dobrych, bliska, czy daleka,
Zawsze nas w drodze smutna ostateczność czekaj
Kto później ku niej zdąży, tyle tylko zyska,
Że go z większą lat liczbą cięższe złe uciska.
Starość zazdrosna winną, jakiej Pryjam dożył,
Że w chwilach fortunniejszych życia nie położył,
Że widział, jako miasto zdradzone gorzało,
Jak po piasku tarzano Hektorowe ciało,
Widział ołtarz zbroczony, w pętach własną żonę
I od żarów morderczych nieba sczerwienione.
Bo kiedyż miłość głosu rozumu posłucha?
Wszak ona ani widzić, ani słyszyć zdoła,
A cóż wtedy dopiero, kiedy rozum woła.
Więc kiedy wszystko błądzi na przemiennym
świecie,
Wy mi błąd mój powszechny, miłość, wskazujecie?
Przez nią pod zimnym niebem, ja, twardy Sarmata,
Spokojnym sztukom młode poświęciłem lata,
Ona mię odmówiła od wojennej wrzawy,
Ojców niegdyś nad Wisłą jedynej zabawy,
Ona słodszych nad wszystko uczyła mię pieni,
Jakie nucą śmiertelni przez bogów natchnieni,
By kiedyś sława niosła, że nie same Traki,
Lecz i Sarmaty swoje miewały śpiewaki.
Ja ani pragnę lasów z gór wysokich ruszać,
Ani dzikie zwierzęta za sobą przymuszać;
Jedna żądza, Lidyjo, zmiękczyć serce twoje,
Aby otworzyć ryglem zaparte podwoje -
To, jeśli strony moje za czasem przemogą,
Wy, lasy i zwierzęta, idźcie waszą drogą!
Niech na wozie zwycięskim inny prowadzony
Dumnym okiem lud mierzy bijący pokłony,
Niech wiedzie króle-jeńce i wydarte wrogom
Łupy ku wiecznej chwalbie pozawiesza bogom;
Mnie ty się, o Lidyjo, uśmiechnij łaskawie,
Innym wozy zwycięskie i berła zostawię;
Bo kto na ziemskie sprawy bacznie zwróci oczy,
Widzi, jak wszystko kołem szalonym się toczy,
Wszystko ślepy traf rzuca, równa i odmienia,
Ledwo co poważnego godne zapragnienia.
Cnotliwi na pustynie wygnani z ojczyzny,
Mędrcom sąd oślepiony zastawia trucizny,
Bogów czciciel wodami ginie pochłoniony,
Zwycięzca wrogów pada z rąk zdradzieckiej żony.
Gdzie, Krezie, twoje skarby i fortunne losy,
Gdy wrogi pod spętanym zapalały stosy?
Tysiąc ukrytych przygód na śmiertelnych godzi
A nikt nie wie, gdzie dobrą albo złą znachodzi,
A po złych, jak po dobrych, bliska, czy daleka,
Zawsze nas w drodze smutna ostateczność czekaj
Kto później ku niej zdąży, tyle tylko zyska,
Że go z większą lat liczbą cięższe złe uciska.
Starość zazdrosna winną, jakiej Pryjam dożył,
Że w chwilach fortunniejszych życia nie położył,
Że widział, jako miasto zdradzone gorzało,
Jak po piasku tarzano Hektorowe ciało,
Widział ołtarz zbroczony, w pętach własną żonę
I od żarów morderczych nieba sczerwienione.
COMMENTS
ADD COMMENT
