Do Bacha

0.0/5 | 0


Sam się napatrz, o Bachu, twój śpiewak cię proszę,
Co ja od niezbłaganej Cyprydy ponoszę!
Ty się zlituj i złagodź niszczące pożogi,
Bo niewojenny bożek drży na twoje rogi.
Ty uczysz deptać przepych, czujne troski morzyć,
Ty nauczasz biedaka, jak dumę ukorzyć,
Nieświadomych broń wodzisz, umysł zbawiasz trwogi,
Po miejscach niebezpiecznych ty prowadzisz nogi.
Tu, chłopcze, z krasnym wieńcem i pisanym dzbanem
Przepadł, kto się ratuje życiem niepijaném;
Nic ja nie chcę, gdy smutna uderzy godzina,
Wtedy ani mi wieńców, ani dacie wina;
Dziś je dajcie, gdy wejdę w Plutona pieczary,
Proch sam wypije wasze niepopłatne dary;
Długa nadzieja życia krótkiego nie cieszy,
Cugle koniom puściwszy, szalenie rok spieszy;
W przelocie chwile chwytaj, bo kto mądry zgadnie,
Czy za tą, którąś zronił, gorsza nie przypadnie?
Żegnam cię, twarda Hanno, ni pieśni ofiara,
Ni cię miłość zmiękczyła, ani rzadka wiara;
Jużem ja postanowił więcej się nie łudzić
Ni dumnej nasługiwać, ni żalami trudzić;
Znajdę, co mą stateczność będzie miała w cenie,
A ciebie późno gorzkie ogarnie wspomnienie.
Ale cóż ja wyrzekłem? W co mię błąd mój wprawił?
Jaż bym kiedy o tobie pamięci się zbawił?
O błogie owe chwile, o nocy stracona,
Gdy kiedyś wierzącego tuliła do łona!
Lecz gdzieście puchar skryli? - Nie psujcie ochoty!
Po co te Kuryjuszów, te Fabrycych cnoty!
Uczono was, że czasem i Kato uparty
Lubił krzepiące wino i wybaczał żarty.
Bachus idzie, kto by śmiał od Bacha uciekać,
Ten poczuje gniew jego i będzie narzekać;
Niedarmo twarde rogi czoło jego znaczą,
Tych pilnie niech się chronią, co na życie baczą,
Ci najprzód, którym w domu, ryglem niestrzeżona,
Na pustym łożu sama pozostała żona;
Już on kiedyś żeglarzy pozamieniał w ryby;
Gdyś niebaczny - w kozła cię przemieni bez chyby.
Ja błagam, ojcze Bachu, innych darz rogami,
Dla mnie dość, gdy twoimi przeniknę darami.



 
COMMENTS