Klęska wiary

author:  LunaireLumiere
5.0/5 | 1


Po śladach idę cudzych.
Zmierzch,
a nie świt mnie budzi,
dławi permanentnie
samoświadomość
przeciętnej i szarej.

Nie mam czasu na spanie.
Świt,
spala się nim wstanie,
mija machinalnie
niepowtarzalność
nadzwyczajnie barwnych.

Snów nie mam już żadnych.
Noc,
godziny z życia kradnie,
pustoszy zasób marzeń
irracjonalność
losu i paradoks.

Życie bez celu w końcu minie.
Dzień,
jak każdy inny zginie,
cofa się, to znów powraca
tymczasowość
słów prawdziwych.

Daj nam chleb Sprawiedliwy.
Jutro,
umrzemy z niewiary,
już nam nie sprzyja więcej
bogobojność
i siła wiarołomna.

Załammy wspólnie ręce...



 
COMMENTS


@Michał Zabłocki

dziękuję ;)

My rating

My rating: