Gore
Łany i lasy stygnące
Bez ptaków zmrokiem zmęczonych
Nagłe opuchłe warczące obłoki
Byłeś surowy -
Białym językiem ukłułeś strzechę domostwa
Rubinowozłota chałupka pęknięta
Żywych pyłków pieszczoty
Głaskany sad drzwi i ściany
Byłeś hojny -
Rumianym całunem przybrałeś osadę
Modlitwy oburzenie dzwony z daleka
Dziewczyny bezwstydne szarpane za włosy
W ostatniej i pierwszej ekstazie
Byłeś zawistny -
Miałeś je wszystkie dla siebie
Cisza świtania lamenty ochrypłe
Jesteś łaskawy -
Znużony zasnąłeś w popiołach
Bez ptaków zmrokiem zmęczonych
Nagłe opuchłe warczące obłoki
Byłeś surowy -
Białym językiem ukłułeś strzechę domostwa
Rubinowozłota chałupka pęknięta
Żywych pyłków pieszczoty
Głaskany sad drzwi i ściany
Byłeś hojny -
Rumianym całunem przybrałeś osadę
Modlitwy oburzenie dzwony z daleka
Dziewczyny bezwstydne szarpane za włosy
W ostatniej i pierwszej ekstazie
Byłeś zawistny -
Miałeś je wszystkie dla siebie
Cisza świtania lamenty ochrypłe
Jesteś łaskawy -
Znużony zasnąłeś w popiołach
COMMENTS
ADD COMMENT
