Pani D.
nie śpię.
wśliznęła się, jak niewinne dziecko
na paluszkach do mojego niebytu.
na mokrym chodniku, kpi z szarych twarzy
martwych ludzi.
żywe trupy,
produkty wtórne wielkich idei.
ofiary umiłowanych katów
prawnicy i lekarze
nałożnice i żony
wszyscy martwi.
łapie mnie za rękę
i przyciąga mocno do swego łona.
kocha się ze mną, w toksycznym
tańcu codzienności.
padam lecz i ona pada
zagryzam wargi
ona zlizuje krew z moich ran.
konam, a ona częstuje mnie
kolejnym kieliszkiem arszeniku.
zasnęłam.
wśliznęła się, jak niewinne dziecko
na paluszkach do mojego niebytu.
na mokrym chodniku, kpi z szarych twarzy
martwych ludzi.
żywe trupy,
produkty wtórne wielkich idei.
ofiary umiłowanych katów
prawnicy i lekarze
nałożnice i żony
wszyscy martwi.
łapie mnie za rękę
i przyciąga mocno do swego łona.
kocha się ze mną, w toksycznym
tańcu codzienności.
padam lecz i ona pada
zagryzam wargi
ona zlizuje krew z moich ran.
konam, a ona częstuje mnie
kolejnym kieliszkiem arszeniku.
zasnęłam.

My rating
My rating
My rating
My rating