Kruk
Cisi – uskrzydleni posłańcy śmierci,
Zimowym traktem powracają z pamięci,
Oszronione ich pióra, nasze myśli zaklęte,
W pustce oczu kruka, widzisz mętne…
Odbicie Swojego sumienia,
Zaraz – czas się zbierać, mimo niemocy istnienia.
Chłód do kości, wiatr do włosów
Trzepot skrzydeł w granicach nieba-głosu.
Kruczoczarna biel świadomości
Rozlane wrzące kości,
Metal naszych trzewi – wnętrzności
Spływa tyglem do form grzeczności.
Zahartowani w szronach Hadesu,
Uroniliśmy łzę – nad smutkiem bezkresu,
Butelka zawołała do mnie tego dnia,
Gdy wszystko było martwe – tak jak ja.
Zimowym traktem powracają z pamięci,
Oszronione ich pióra, nasze myśli zaklęte,
W pustce oczu kruka, widzisz mętne…
Odbicie Swojego sumienia,
Zaraz – czas się zbierać, mimo niemocy istnienia.
Chłód do kości, wiatr do włosów
Trzepot skrzydeł w granicach nieba-głosu.
Kruczoczarna biel świadomości
Rozlane wrzące kości,
Metal naszych trzewi – wnętrzności
Spływa tyglem do form grzeczności.
Zahartowani w szronach Hadesu,
Uroniliśmy łzę – nad smutkiem bezkresu,
Butelka zawołała do mnie tego dnia,
Gdy wszystko było martwe – tak jak ja.

My rating
My rating
My rating