habit
Idę. Samotnie witam wieczór.
Pośród ulic miasta
Idę… wam na przekór.
Mijam hałas dyskotek.
Zostawiam Was w śmiechu i gwarze.
Świat mnie nie dotyka, lecz… staję.
Patrzę na wasze twarze.
Złowrogi krzyk
samotnych, niekochanych, głodnych…
Potoki przekleństw.
Tacy, jak ja są wam niewygodni.
Ściskam mocniej w swej dłoni różaniec.
Odchodzę, choć serce z bólu krwawi.
Zostawiam Was tam, lecz zabieram w modlitwie.
Idę. Z wdzięcznością patrzę na mój stary, zniszczony habit.
Idę do Ciebie…
Pośród ulic miasta
Idę… wam na przekór.
Mijam hałas dyskotek.
Zostawiam Was w śmiechu i gwarze.
Świat mnie nie dotyka, lecz… staję.
Patrzę na wasze twarze.
Złowrogi krzyk
samotnych, niekochanych, głodnych…
Potoki przekleństw.
Tacy, jak ja są wam niewygodni.
Ściskam mocniej w swej dłoni różaniec.
Odchodzę, choć serce z bólu krwawi.
Zostawiam Was tam, lecz zabieram w modlitwie.
Idę. Z wdzięcznością patrzę na mój stary, zniszczony habit.
Idę do Ciebie…

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating