Mleko
Szereg niepewnych spojrzeń w białej kałuży
Gruby worek pełen zgiełku
bez pauz.
Mówiłeś, że nas nie znajdą
w czterech wyłuskanych ścianach
i kątach wsłuchujących się w każde twoje słowo.
Topiący się ogień w rogu korytarza
i stół.
Róże kołyszą się, nachylają i spadają
- upadły.
Mówiłeś, że będziemy bezpieczni
a obserwują nas.
Ziarnka soli -
rany się nie zagoją.
Lustra kłamią, bo nas tam nie było.
Trzydzieści osiem kroków do kuchni
ścigają nas.
Byłeś kiedyś po drugiej stronie?
Blada rzeka ciągnie uporczywie moją suknię w dół.
Czy to wszystkie ograniczenia?
Utknęliśmy w śnieżnym sklepieniu
i żeglujemy.
Obiecałeś, że nic nam nie będzie
a teraz toniemy.
Gruby worek pełen zgiełku
bez pauz.
Mówiłeś, że nas nie znajdą
w czterech wyłuskanych ścianach
i kątach wsłuchujących się w każde twoje słowo.
Topiący się ogień w rogu korytarza
i stół.
Róże kołyszą się, nachylają i spadają
- upadły.
Mówiłeś, że będziemy bezpieczni
a obserwują nas.
Ziarnka soli -
rany się nie zagoją.
Lustra kłamią, bo nas tam nie było.
Trzydzieści osiem kroków do kuchni
ścigają nas.
Byłeś kiedyś po drugiej stronie?
Blada rzeka ciągnie uporczywie moją suknię w dół.
Czy to wszystkie ograniczenia?
Utknęliśmy w śnieżnym sklepieniu
i żeglujemy.
Obiecałeś, że nic nam nie będzie
a teraz toniemy.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating