Przyleciały ptaki
przyleciały ptaki pod jej okno
ciszę w gałązkach spłoszyły
sporem o nic
o wszystko
o miejsce
o wolność
o miłość
przeniknęły nagle całą głębię oka
jakby pierwsza sytość
czarowna udręka
tak nagle bliska
przenikliwa i płonąca
łza z pocałunku
zastygła na strąkach
w kałuży skrzydłami się starły
między pętlą trawy
a malwą w kokardy
jakby szwadron koni
wdarł się mimo woli
w świat intymny źrenic
smak w opuszkach dłoni
ciszę w gałązkach spłoszyły
sporem o nic
o wszystko
o miejsce
o wolność
o miłość
przeniknęły nagle całą głębię oka
jakby pierwsza sytość
czarowna udręka
tak nagle bliska
przenikliwa i płonąca
łza z pocałunku
zastygła na strąkach
w kałuży skrzydłami się starły
między pętlą trawy
a malwą w kokardy
jakby szwadron koni
wdarł się mimo woli
w świat intymny źrenic
smak w opuszkach dłoni

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating