Cela
Oni
Tworzą obraz w mojej głowie
Cztery ściany i brak drzwi
I z jedną dziurą w suficie
Ja
Podnoszę się ociężale
Zwracam oczy w górę
Tam gdzie powinno być niebo
Okradziono mnie z duszy
Ej! Ty! Na górze!
Oddaj mi swoje "dzieło"
Ej! Ty! Szatanie!
W poświacie białej jak śnieg
Mija dzień, rok i jeszcze jeden miesiąc
Wynoszą mnie z celi bez drzwi
Panowie w garniturach
Bez twarzy
Pali mnie ich skóra
Spalam się i wbijam
Swe szpony w zimną
Podłogę mej celi
Unoszę znów oczy ku niebu i krzyczę
Już w ciebie nie wierzę!
Tworzą obraz w mojej głowie
Cztery ściany i brak drzwi
I z jedną dziurą w suficie
Ja
Podnoszę się ociężale
Zwracam oczy w górę
Tam gdzie powinno być niebo
Okradziono mnie z duszy
Ej! Ty! Na górze!
Oddaj mi swoje "dzieło"
Ej! Ty! Szatanie!
W poświacie białej jak śnieg
Mija dzień, rok i jeszcze jeden miesiąc
Wynoszą mnie z celi bez drzwi
Panowie w garniturach
Bez twarzy
Pali mnie ich skóra
Spalam się i wbijam
Swe szpony w zimną
Podłogę mej celi
Unoszę znów oczy ku niebu i krzyczę
Już w ciebie nie wierzę!

My rating
Moja ocena
Mnie się bardzo podoba. Pomysł i stworzona tmosfera. A poza tym sam trącę agnostycyzmem, akle to już inna sprawa.My rating