Pseudo-Improwizacja

author:  Beata Rokicka
4.0/5 | 4


I

Wiersz dobry jest jak piosenka
Co się wędrując po górach nuci
Ale gdy tworzyć się MUSI –
W powietrzu zastyga ręka
Nad białą plamą papieru i rozumu –
Pustka – największa poety udręka

Choćby chciał świat zbawiać
Serce przed światem otworzyć
Lub nowy świat całkiem stworzyć
Lub stary – naprawiać

Nie może…

A mógłby żal z siebie zrzucić
Piosenkę Bogu zanucić
Łzy w kataleksy zamienić
I stan swojej, wielu dusz odmienić

Nie może…


II

Dlaczego, Boże?
Po cóż mi ten dar kapryśny
Skoro nie służy mnie ani ludziom?
Czy nie był to akt lekkomyślny
Skoro nie umiem panować nad Muzą?

Tęsknota, wzruszenie i zachwyt
W szachy z mym „czuciem” wciąż grają
Nikt nie zna Twoich taktyk
Lecz czemu nie mam, jak inni mają?

Myśli jak zastygła lawa
Serca jak zegara bicie
Język jak kościelna nawa –
Rzadko żali się i skrycie
Dłoni sprawnych i dokładnych
Ust – szemrzących strumieni
Oczu zimnych, nieporadnych
Stóp przytwierdzonych do ziemi…


III

W zamian myśli me – galopujące konie.
Czasem lekkie – śpiew polnego słowika
Czasem ciężkie – spłoszone słonie
Czasem – małpie figle – myśl na drzewo umyka

W zamian serce me – rozdarta tkanina.
Czasem – zawieszona w pokoju kotara –
Po co wisi – nie pamięta, zapomina
Czasem – czarny atłas – wróg, mara –
Czasem – letnia w kwiaty sukienka –
Stąpa po rosie w wianku panienka
Czasem – w pieluchach dziecko płaczące –
Roześmiane, mlekiem matki pachnące…



IV

Męczą mnie serca przebieranki:
Tiary, sombrera, wianki,
Szale, apaszki, szaliki,
Łańcuchy, łańcuszki, kolczyki,
Buty, buciory, trzewiki
Stop! Karuzela!
Nie słyszy, nie chce, nie czeka
Stop!
Słyszy – cyrk znów przyjechał

Język kołkiem w gębie stoi
Czemu on się nie przystroi?
Mądrości trzepie wśród gawiedzi
A wśród alb i tog cicho siedzi

Dłonie moje, marne palce
Jakbyś je przejechał walcem:
Co podniosą, wnet upuszczą
Co uchwycą, wnet wypuszczą
Co postawią, wnet i strącą
Co naprawią, wnet przetrącą…

Usta moje, słodkie wargi –
Krzywy uśmiech, wieczne skargi:
Że deszcz pada, chociaż susza
Że nie grają, chociaż głusza
Że biednemu to wiatr w oczy
Że fortuna kołem się toczy…

Oczy moje, serca moje
Czemu mam aż oczu dwoje?

Jedno świat ogarnia cały –
Czy jest czarny, czy jest biały
Jedno w dusze ludzkie wgląda –
Winy, czyny, maski kart przegląda,
Czyta jak z otwartej księgi –
Prawdy kłamstw, uników wdzięki
Jedno łzy za wszystkich roni –
Co zamknięci w martwej toni…

Drugie oko więcej może –
Widzi jednak krwawe morze
Krwawe łzy z rana wylane –
Z jękiem duszy wysypane
I popołudniowe morze
Ty widziałeś nieraz, Boże –
Dziecka strach, młodości lęk
Nocny krzyk – starca jęk…

Moje oko też widziało
Pochwyciło i stłamsiło
W locie myśli zatrzymało
W mig ukryło, lecz puściło…

Po co mi więc oko drugie
Kiedy własne oczy gubię?

Stopy moje – dwie jasne chmury
Bliżej Ciebie, niż oddech ziemi
Daj mi chociaż dwa długie pazury!
Bym jak kur mógł zahaczać nimi…
Bym mógł bronić swoich racji!
Nie ustąpić pawiom szczurzej gracji…
Daj mi chociaż pazur mściciela!
Bym mógł praw swoich dochodzić
Z tym, co obiecuje i powiela
Drogi głupców pozwól zagrodzić!


V

Deszcz stuka w szyby nieustannie
Widać łzy nad człowiekiem wylewa
I zagląda do okien nachalnie
I nad małością człowieka ubolewa –
Że dach nad głową i chleb powszedni
Ludziom już nie wystarczy
Że wciąż się skarżą Bogu rzewnie
A tym, co mają – słowem i czynem gardzą…

Mokną szyby człowieka od łez Boga –
Że poeta nie umie docenić
Jak wysoko stąpa jego boska noga
I swój talent w dar ludziom zamienić

Martwi się i płacze poeta –
Że poezja kiedyś go zgubi
Że nie Poeta jest – lecz wierszokleta
I nikt jego wierszyków nie kupi.



 
COMMENTS


My rating

My rating:  
28.09.2012,  batuda

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
28.09.2012,  budleja

Moja ocena

Kupować?.. nie... te czasy dawno już minęły. Tylko dla własnej przyjemności.
Ale pociesza mnie fakt, że jednak uznaje pani prozę... choć wierszowaną.
Całość bardzo piękna (zaznaczam - dla mnie a o gustach się nie dyskutuje)
My rating:  
28.09.2012,  bezecnik