pieszczoty
pieszczę pamięć
jak pieści się bose stopy
haftowane bąblami
albo cień lipy
schowany w woń miodu
pod skrzydłami pracowitych robotnic
z dziadkowego sadu
miałem tam swoje okno na świat
sprawujące władzę swojej odmienności
a może to tylko idiom punktu widzenia
zaklętego w nieskończoność kształtów
radośnie tańczącej abstrakcji cienia
z filigranowym promieniem słońca
zanim zamarznie małe serce dziecka
w ruchomych piaskach kolorów pasjansa
ostatnią skroploną butelką odmierzam czas
w krajobraz po bitwie skąd spod pędzla odfrunął
bocian z wykręconymi na lewą stronę skrzydłami
nie liczę oczekiwań
ani harmonijnych wzruszeń
ulegam pokusie by podglądać siebie
idąc dalej w przeciwny policzek
dotykam twarzy czuję korę drzew
do ciepłej ziemi się przymierzam
zagnieżdżam kukułczo pośród traw
może jakoś dobrnę do samego końca
by zanim rozmoknie kartoflisko
popłynąć latawcem niesionym popiołem
wieszając uśmiech rozedrgany na wietrze
w mokrą rzeczywistość dnia
co nie zdążył upilnować dat
jak pieści się bose stopy
haftowane bąblami
albo cień lipy
schowany w woń miodu
pod skrzydłami pracowitych robotnic
z dziadkowego sadu
miałem tam swoje okno na świat
sprawujące władzę swojej odmienności
a może to tylko idiom punktu widzenia
zaklętego w nieskończoność kształtów
radośnie tańczącej abstrakcji cienia
z filigranowym promieniem słońca
zanim zamarznie małe serce dziecka
w ruchomych piaskach kolorów pasjansa
ostatnią skroploną butelką odmierzam czas
w krajobraz po bitwie skąd spod pędzla odfrunął
bocian z wykręconymi na lewą stronę skrzydłami
nie liczę oczekiwań
ani harmonijnych wzruszeń
ulegam pokusie by podglądać siebie
idąc dalej w przeciwny policzek
dotykam twarzy czuję korę drzew
do ciepłej ziemi się przymierzam
zagnieżdżam kukułczo pośród traw
może jakoś dobrnę do samego końca
by zanim rozmoknie kartoflisko
popłynąć latawcem niesionym popiołem
wieszając uśmiech rozedrgany na wietrze
w mokrą rzeczywistość dnia
co nie zdążył upilnować dat

My rating
My rating