pytanie do Godota
pytałem Godota o drogę za horyzontem i zakręt
za którym skrzyżowanie z zielonym światłem
nie wyjaśnia niczego a on wie tyko że kiedyś
chodziliśmy razem do tej samej klasy
na próżno siedzieliśmy w jednej ławce nigdy nie mówił
że wychodzi po przewagarowane szczęście dzieląc radość
ze smutkiem Frasobliwego i ból ziarna w przetrąconym kłosie
dyszlem małego wozu na strychu wysokim jak drzewo
tam kątem mieszkał nietoperz do góry nogami kontemplujący
po ciemku zwisanie z trzepaka dziecka podważające kolejne warstwy
galaretki jak podważa się niektóre prawdy fałszywe alibi a potem
wyjaśnia od nowa po swojemu bo tak jest lepiej i tak mogło być
pleść wianki z przebłysków słońca i przeloty gęsi w nieobecność
spieszyć się żeby nie zapomnieć i dojrzewać do rachunku sumienia
kropki na biedronce wsiąkającej bezszelestnie w koniec podzielony
na osobność pięter aż dojrzeje śmierć w krysztale u sufitu nieba
o uśpionym wyrazie twarzy jakby chciała uwiecznić młodość
zamartwiać kołysanką chudną noce a dni kołują dłużej niż gołębie
tlen poza zasięgiem telefonii komórkowej dopala lampki poważniej
niż umie na wyrost pytam Godota czy coś z tego rozumie jeszcze
w palcach piaskiem przeliczam zmagania Mistrza z tworzeniem
ochrony przytułków dla przytrutych wzbogaconym chlebem
za którym skrzyżowanie z zielonym światłem
nie wyjaśnia niczego a on wie tyko że kiedyś
chodziliśmy razem do tej samej klasy
na próżno siedzieliśmy w jednej ławce nigdy nie mówił
że wychodzi po przewagarowane szczęście dzieląc radość
ze smutkiem Frasobliwego i ból ziarna w przetrąconym kłosie
dyszlem małego wozu na strychu wysokim jak drzewo
tam kątem mieszkał nietoperz do góry nogami kontemplujący
po ciemku zwisanie z trzepaka dziecka podważające kolejne warstwy
galaretki jak podważa się niektóre prawdy fałszywe alibi a potem
wyjaśnia od nowa po swojemu bo tak jest lepiej i tak mogło być
pleść wianki z przebłysków słońca i przeloty gęsi w nieobecność
spieszyć się żeby nie zapomnieć i dojrzewać do rachunku sumienia
kropki na biedronce wsiąkającej bezszelestnie w koniec podzielony
na osobność pięter aż dojrzeje śmierć w krysztale u sufitu nieba
o uśpionym wyrazie twarzy jakby chciała uwiecznić młodość
zamartwiać kołysanką chudną noce a dni kołują dłużej niż gołębie
tlen poza zasięgiem telefonii komórkowej dopala lampki poważniej
niż umie na wyrost pytam Godota czy coś z tego rozumie jeszcze
w palcach piaskiem przeliczam zmagania Mistrza z tworzeniem
ochrony przytułków dla przytrutych wzbogaconym chlebem

My rating