zimne łóżko
otulasz mnie jesiennie w światło ulic
ścielisz głos na cytowaniu klasyków
pleciesz bezdomne imiona w warkocz
podpisując krzyżykiem in blanco
kołyszą o ogrodowych huśtawkach
choć śpimy tyłem do wiatru i siebie
tempo marszu będzie wkładać do łóżka
pot który ostrzega przed żarem
zapadamy się w ciszę wciśnięci w czyjeś strony
staczamy z mapy na oślep w miękkie migotanie
lamp zlizując z siebie resztki dnia zakładamy
kaganiec na szósty zmysł a lód trzeszczy
jakby krew bolało zamarzanie szeroko otwarte
by widzieć w mroku najpiękniejsze cienie
zbiegu okoliczności i dzieł przypadku
jaśniejszych od naszych skorup
wszystko co milczymy rani nas boleśniej
niż wejście w jesień trudniej wyjść tak do końca
aż do sedna siebie przestańmy czekać zanim śnieg
nasiąknie ciemnym i los poda nas sobie z ust do ust
musimy być ostrożni na razie bezsensownie
zacieniamy ściany robimy to w nienagannie
czarnych rękawiczkach aż odpadną nam palce
i opadną smycze łamiące szyfr niedopowiedzeń
wszystko co jest niczym w pustce się zaczęło
jak wracanie do zimnego domu z widokiem na paraliż
łączący powitanie z porannym odejściem
uśmiechasz się do lustra – nie znasz odpowiedzi
ścielisz głos na cytowaniu klasyków
pleciesz bezdomne imiona w warkocz
podpisując krzyżykiem in blanco
kołyszą o ogrodowych huśtawkach
choć śpimy tyłem do wiatru i siebie
tempo marszu będzie wkładać do łóżka
pot który ostrzega przed żarem
zapadamy się w ciszę wciśnięci w czyjeś strony
staczamy z mapy na oślep w miękkie migotanie
lamp zlizując z siebie resztki dnia zakładamy
kaganiec na szósty zmysł a lód trzeszczy
jakby krew bolało zamarzanie szeroko otwarte
by widzieć w mroku najpiękniejsze cienie
zbiegu okoliczności i dzieł przypadku
jaśniejszych od naszych skorup
wszystko co milczymy rani nas boleśniej
niż wejście w jesień trudniej wyjść tak do końca
aż do sedna siebie przestańmy czekać zanim śnieg
nasiąknie ciemnym i los poda nas sobie z ust do ust
musimy być ostrożni na razie bezsensownie
zacieniamy ściany robimy to w nienagannie
czarnych rękawiczkach aż odpadną nam palce
i opadną smycze łamiące szyfr niedopowiedzeń
wszystko co jest niczym w pustce się zaczęło
jak wracanie do zimnego domu z widokiem na paraliż
łączący powitanie z porannym odejściem
uśmiechasz się do lustra – nie znasz odpowiedzi

My rating
My rating
My rating
Moja ocena
bardzo pieknie :)My rating