Pęknięcia

author:  Janusz Pyziński
5.0/5 | 6


coś pęka we mnie osiada na dnie
jak piana na świeżutkim mleku
w codziennej pantomimie
ości kłosa w oku

czasem coś w środku zwinie się w kłębek
odkrytym z ciemności rozpalonym świtem
gdzie matka krzyżem bochen chleba żegna
i dzień się toczy drabiniastym wozem

po drodze którą czas przykrył zapomnienia mrokiem
niosę na ramionach marzeń młody sad tłumacząc się
z mojej w nim nieobecności krzyżuję na twarzy tęsknotę
przybijając dłonie do skroni ukrytą za miedzą nadzieją

być może zerwie się wiatr przeniesie błędny ognik
kwitnących łubinów i świeży zapach orki co jak korowód
ciągną się za mną wszystkim co szczęśliwe dalekie a znane
jak próg rozdeptany malwy pod płotem bociany w gnieździe

stół dębowy twardy i mocny podpierający niejedne łokcie
i zasłuchany w nasze rozmowy przy księżycowej świeczce
stały punkt odniesienia podziałów na dobre i złe gdy przyjdzie
spotkać się ze sobą na widokówce bliskich kiedyś miejsc

o których zapomnieć nie można jak nie można mieć
na własność słońca i mgły co przychodzi nad ranem
aby przykryć nagość ostatnich wiecznych namaszczeń
bez spowiedzi bez jęku że to już jak w klepsydrze piasek

Poem versions


 
COMMENTS


My rating

My rating:  
14.08.2012,  bezecnik

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
14.08.2012,  Renata Cygan

My rating

My rating: