...
Phil, ty stary kacapie!
więć żyjesz jeszcze mój kochany druhu
gdybyś się dłużej nie odzywał gotów bym pomyśleć
że wąchasz kwiatki od spodu na miejscowym cmentarzu
Chwalisz sobie zatem życie na prowincji
nic tak nie pobudza jak cisza i spokój?
ja bym się wołami nie dał stąd wyciągnąć
choć i to miasto, moje kochane, słodkie
zaczyna mnie już powoli mierzić.
A to zmęczenie to starość, Phil - starość!
skapcaniały umysł i zużyte ciało
miałem okazję przekonać się o tym wczoraj
gdy, jadąc windą, na szóstym piętrze
przytrzymałem drzwi młodej dziewczynie
aj, co za sztuka, mówię ci, miodzio
i chociaż dziś mógłbym co najwyżej
użyczyć jej uprzejmie swojego ramienia
to był czas gdy lubiłem dorzucić do pieca
To była młodość, Phil. młodość.
widziałem w tej windzie żywą witalność która
śmiała się, stroiła minki, szczebiotała
I teraz pytanie do ciebie, stary
jak myślisz, co ona widziała?
Ale nie ma nad czym rozpaczać
wiedzie mi sie niezgorzej gdyby tylko
nie ta cholerna głuchota.
Przedstaw sobie, mój stary
że przez nią o mało nie ukatrupiłem kota.
Otóż Judy - pamiętasz Judy? - moja synowa
przysadzista, z wąsikiem, nie pomyl z Dagmarą
wyjeżdżając na wieś z dziećmi zostawiła mi kota
cholerny sierściuch, niechby go jasny piorun
przez tydzień łaził za mną krok w krok bleszczał nie wiadomo czego
aż raz, w nocy, poszedł za mną do spiżarki
jeszcze pamiętam, że na półce siedział
ale jak wychodziłem to już nie pamiętałem
no i zamknąłem drzwi a on został.
I wyobraź sobie, po tej nocnej przekąsce
miałem, jak nigdy, wyrzuty sumienia
aż przyśniła mi się moja Pauline, kto by się spodziewał
Stanęła nade mną jak żywa
w tej garsonce, w której ją pochowałem, zielonej
i mówi: Sammy! znowu podjadałeś!
jak mogłeś przecież twoja wątroba
Wytrzymałem dwa dni. A trzeciego
przyszła moja sąsiadka Sue Ellen
powiedziała, że dłużej kociego pisku nie zniesie
twierdziła, że nie wezwie policji przez wzgląd na dobre sąsiedztwo
zamiast tego groziła mi bronią powiedziała
że trzyma w mieszkaniu colta
i jak kota nie uciszę to nas porozstrzela.
Tak, Phil, jestem głuchy jak pień a do tego
chyba mam sklerozę jak biedna pani Collins
bo zapomniałem rano założyć aparatu słuchowego
a w międzyczasie piorun gdzieś się zgubił
zatem teraz nie pozostaje mi nic innego
jak codziennie odwiedzać spiżarkę
Więc sam widzisz, jak to mówią: nie ma tego złego!
więć żyjesz jeszcze mój kochany druhu
gdybyś się dłużej nie odzywał gotów bym pomyśleć
że wąchasz kwiatki od spodu na miejscowym cmentarzu
Chwalisz sobie zatem życie na prowincji
nic tak nie pobudza jak cisza i spokój?
ja bym się wołami nie dał stąd wyciągnąć
choć i to miasto, moje kochane, słodkie
zaczyna mnie już powoli mierzić.
A to zmęczenie to starość, Phil - starość!
skapcaniały umysł i zużyte ciało
miałem okazję przekonać się o tym wczoraj
gdy, jadąc windą, na szóstym piętrze
przytrzymałem drzwi młodej dziewczynie
aj, co za sztuka, mówię ci, miodzio
i chociaż dziś mógłbym co najwyżej
użyczyć jej uprzejmie swojego ramienia
to był czas gdy lubiłem dorzucić do pieca
To była młodość, Phil. młodość.
widziałem w tej windzie żywą witalność która
śmiała się, stroiła minki, szczebiotała
I teraz pytanie do ciebie, stary
jak myślisz, co ona widziała?
Ale nie ma nad czym rozpaczać
wiedzie mi sie niezgorzej gdyby tylko
nie ta cholerna głuchota.
Przedstaw sobie, mój stary
że przez nią o mało nie ukatrupiłem kota.
Otóż Judy - pamiętasz Judy? - moja synowa
przysadzista, z wąsikiem, nie pomyl z Dagmarą
wyjeżdżając na wieś z dziećmi zostawiła mi kota
cholerny sierściuch, niechby go jasny piorun
przez tydzień łaził za mną krok w krok bleszczał nie wiadomo czego
aż raz, w nocy, poszedł za mną do spiżarki
jeszcze pamiętam, że na półce siedział
ale jak wychodziłem to już nie pamiętałem
no i zamknąłem drzwi a on został.
I wyobraź sobie, po tej nocnej przekąsce
miałem, jak nigdy, wyrzuty sumienia
aż przyśniła mi się moja Pauline, kto by się spodziewał
Stanęła nade mną jak żywa
w tej garsonce, w której ją pochowałem, zielonej
i mówi: Sammy! znowu podjadałeś!
jak mogłeś przecież twoja wątroba
Wytrzymałem dwa dni. A trzeciego
przyszła moja sąsiadka Sue Ellen
powiedziała, że dłużej kociego pisku nie zniesie
twierdziła, że nie wezwie policji przez wzgląd na dobre sąsiedztwo
zamiast tego groziła mi bronią powiedziała
że trzyma w mieszkaniu colta
i jak kota nie uciszę to nas porozstrzela.
Tak, Phil, jestem głuchy jak pień a do tego
chyba mam sklerozę jak biedna pani Collins
bo zapomniałem rano założyć aparatu słuchowego
a w międzyczasie piorun gdzieś się zgubił
zatem teraz nie pozostaje mi nic innego
jak codziennie odwiedzać spiżarkę
Więc sam widzisz, jak to mówią: nie ma tego złego!

Moja ocena
Ja tam lubię takie opowiastki. W stylu L. Cohena. Dużo treści, mało poezjowania. Ma to swój wielki urok. Pozdrawiam.My rating
My rating
cos tu znalazlam
pod lupe z nim i bedzie wierszMy rating
chodź
chodź daj buzi ciociMy rating