Miasto
Miasto ludzie w nim przypominają skrzep żabi
Wszyscy obślizgli sklejeni ..............
Żyjący wielkiej kałuży pełnej szarego słowa
W zapachu trucizny braku współczucia pomocy obcemu spojrzeniu
Nakręcone zabawki tylko kluczem chciwości mkną wytyczonym co dziennym bezbarwnym szlakiem
Betonowe szorstkie budowle ocierają chudziny gnaty
Rynsztoku krata rdzą tryska łzy ludzkiego skupiska
W nacisku koszmaru realności pustości
W napędzie chemicznej substancji zjadającej mózgi młodości
Obfite pola marności
Sycą cielesną rozkoszą
Brud serca do serca roznoszą
Zamaskowani kapłani mroku
Choć trudno związać liny stalowej dwa końce
Idź przez ogród pełen cierni widząc rozkwitający świat poplamiony kolorami tęczy
Wszyscy obślizgli sklejeni ..............
Żyjący wielkiej kałuży pełnej szarego słowa
W zapachu trucizny braku współczucia pomocy obcemu spojrzeniu
Nakręcone zabawki tylko kluczem chciwości mkną wytyczonym co dziennym bezbarwnym szlakiem
Betonowe szorstkie budowle ocierają chudziny gnaty
Rynsztoku krata rdzą tryska łzy ludzkiego skupiska
W nacisku koszmaru realności pustości
W napędzie chemicznej substancji zjadającej mózgi młodości
Obfite pola marności
Sycą cielesną rozkoszą
Brud serca do serca roznoszą
Zamaskowani kapłani mroku
Choć trudno związać liny stalowej dwa końce
Idź przez ogród pełen cierni widząc rozkwitający świat poplamiony kolorami tęczy
Poem versions

My rating