Pani Twardowska II

author:  Aleksander Pasek
5.0/5 | 7


Mefisto tak w piekle nagli
Porażki szukając przyczyn:
"Niech go wezmą wszyscy diabli
Ten Twardowski, to jest wyczyn"

Na Łysą Górę zjechały
Wiedźmy z bagiennych czeluści
Noc całą obradowały
Mefisto mu nie odpuści

Znajdziemy na niego haka
Czarny nasz honor i basta
By złamać tego Polaka
Diablica pojedzie do miasta

Gdy zazdrość w żoneczce wznieci
Wtedy się karta odwróci
Złapiemy go w nasze sieci
Zanim się magik nawróci

Twardowski dosiadł koguta
Pióra mu złote rozpuścił
Wyszła z bata krótka nuta
W ostępy go leśne wpuścił

Niesie na skrzydłach bażanta
Odzew Bydgoskiej nowinie
Piękną melodię kuranta
Wiatr pozostawia gęstwinie

Zeskoczył ostro na ziemię
Aż iskry się posypały
Znane obaczył sklepienie
Toć to jest "Rzym" wspaniały

Wstąpił do karczmy jak co dzień
Spokojny o duszy swej losy
Uczył go bowiem kaznodziej
Gdzie diabłu zadawać ciosy

Siedzą tam, piją, gadają
Gdy próg Twardowski przekroczył
Straszliwą stali się zgrają
Tak ich alchemik zamroczył

Nakazał by mu służono
Już oddział gotów do boju
Beczułki wódki wtoczono
Pędzonej na smoczym gnoju

Pstryknął palcami znacząco
A świecznik wisiał na linie
Piekielne rzucił gorąco
Przetopił go na naczynie

Uderzył pięścią w czub ławy
Ale dziś będą popisy
Przegryzł beczułkę dla sławy
Zawartość przelał do misy

Zaczerpnął w misie kieliszek
A kryształ to był przykładny
Zrobił go pewien braciszek
Mnich i robotnik czeladny

Nagle się zrywa wichura
Burza jest w całym regionie
Mistrz sobie tak gromko hula
Woda ognista mu płonie

Patrzy na dno, to diablica
Szpic pazurki, ogon kręty
Rozpalone oba lica
Ten lokal jakiś przeklęty

Oczy błyszczą niczym gwiazdy
Przy ogonie krągły tyłek
Takie są diabelskie wjazdy
Teraz co to jest? Motylek?

Już wzleciawszy znów się zmienia
Czerpiąc przy tym hausty wódki
Wnet poczwara wyszła z cienia
Takie są zabawy skutki

Tak, to prawda, córka diabła
O tym wszyscy dobrze wiecie
Jest zrodzona z porzekadła
O diable i o kobiecie

Leniwym ruchem stąpając
Piękniała bez przerwy, w sali
Gości na klęczki rzucając
Wszystkich którzy jeszcze stali

Była to cudna kobita
Jak lawendowe przedwiośnie
Z piekielnej wódki powita
Ogonem machała radośnie

Czy lato jest, czy też zima
Czy on z Polski, czy on z Rusi
Taki słowiański jest klimat
Pod spódnicę zajrzeć musi

Nie wytrzymali napięcia
Zdarli z niewiasty ubranie
Ona całkiem bez przejęcia
Splunęła leciutko na nie

Stoi tak naga na stole
Rzuca zalotne spojrzenia
Mistrz jako pierwszy w zespole
Podał jej skrawek odzienia

Cóż to za dziwy przysyła
Nam w darze mroczny monarcha
Odkąd to w wódce wysyła
Posłańca, dziewkę i czarta

Jestem tu z woli ciemności
Obyczaj nowy przynoszę
Skosztujże mojej miłości
To nadprzeciętne rozkosze

Przyszedł czas aby pokazać
Tajemnej wiedzy nowości
Musisz jej tylko rozkazać
By się spaliła z zazdrości

Niech pani Twardowska zajdzie
Przedstaw jej mnie jako swoją
Powiedz, że kochasz mnie bardziej
Że będę Twoją ostoją

Kiedy Twa żona zrozumie
Żeś rozum dla mnie postradał
Otrzymasz prezent w rozumie
Byś ogniem piekielnym władał

Magik nieczuły na wdzięki
Swoją rozpoczął dysputę
Nie wypuszczając jej ręki
Przygaszał diabelską butę

Żona moja wierną będzie
I pójdę o to w zawody
Moje karty wróżą wszędzie
Że złote przeżyjem gody

Dobrze więc, wołajcie panią
Która lepsza zobaczymy
Gdy tak bardzo stoisz za nią
Widzę nasze zaręczyny

Przywieźli słudzy Twardowską
Z pięknym przybyła orszakiem
Ludzie przyszli całą wioską
Ujrzeć karetę z rumakiem

Wychodzi postać wysoka
Dostojna pani na włościach
Blondynka niebieskooka
Obeznana w cudownościach

Twardowski objął kobietę
Buziaka skradł błyskawicznie
Kazał odstawić karetę
Okiem mrugnął spontanicznie

Oto przedstawiam Ci luba
Diablicę - piekielne dziecię
Przybyła tu czyniąc cuda
By porwać mą duszę przecie

Widzę, że mąż znowu w Rzymie
Trudni się swoim zajęciem
Teraz w pijackim reżimie
Zostać chciałby czarta zięciem

Jużeś mną z diabłem handlował
By uratować swą duszę
Teraz pan się przerachował
Tego już znosić nie muszę

Na te słowa magik pobladł
Zawsze miał u żony plecy
Chyba jakiś błąd się zakradł
Czyżby to był bunt kobiecy

Dam Ci mężu dobrą radę
Zakończ te szatańskie gierki
A za małżeństwa zdradę
Dam Ci kwiat do butonierki

Bywaj zdrów mężu kochany
Oddam Cię w diabelskie szpony
Kiedy będziesz zapłakany
Wspomnisz serce byłej żony

Wtem się diablica ożywia
Teraz to pani nad panie
Mówi do niego złośliwa
"Rozpocznij już pakowanie"

Co tu począć, nie ma rady
Trzeba będzie dziś się poddać
Nie wyszły mi te zakłady
Diablicy muszę się oddać

Masz tu ode mnie na drogę
Babki mej modlitewnik
Więcej dać mężu nie mogę
Wiem, że to musi być pewnik

Z takim do piekła prezentem
Masz się pomodlić po drodze
Zrób to za pierwszym zakrętem
Gdy księżyc ujrzysz w podłodze

Zrobił jak żona kazała
Diablica od tego zmiękła
Magika nie utrzymała
Bo się modlitwy ulękła

Twardowski na księżyc opadł
Uratowany od piekła
Tak mamy w kosmosie chłopa
Diablica ciągle jest wściekła

To jest Twardowskiej zasługa
Dobrze Mistrz partię rozegrał
Męża modlitwa niedługa
Diabeł i tym razem przegrał

Dowód to miłości wielkiej
Co piekła ognie przygasza
Tak samo w legendzie wszelkiej
Taka jest tradycja nasza

I dziś o tym ludzie plotą
Grzmią wciąż Watykańskie prawa
Że wiara, nadzieja cnotą
A miłość to nie zabawa



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

Moja ocena

wiernie dotrwałem do końca, robi wrażenie, brawo
My rating: