Pani Twardowska II
Mefisto tak w piekle nagli
Porażki szukając przyczyn:
"Niech go wezmą wszyscy diabli
Ten Twardowski, to jest wyczyn"
Na Łysą Górę zjechały
Wiedźmy z bagiennych czeluści
Noc całą obradowały
Mefisto mu nie odpuści
Znajdziemy na niego haka
Czarny nasz honor i basta
By złamać tego Polaka
Diablica pojedzie do miasta
Gdy zazdrość w żoneczce wznieci
Wtedy się karta odwróci
Złapiemy go w nasze sieci
Zanim się magik nawróci
Twardowski dosiadł koguta
Pióra mu złote rozpuścił
Wyszła z bata krótka nuta
W ostępy go leśne wpuścił
Niesie na skrzydłach bażanta
Odzew Bydgoskiej nowinie
Piękną melodię kuranta
Wiatr pozostawia gęstwinie
Zeskoczył ostro na ziemię
Aż iskry się posypały
Znane obaczył sklepienie
Toć to jest "Rzym" wspaniały
Wstąpił do karczmy jak co dzień
Spokojny o duszy swej losy
Uczył go bowiem kaznodziej
Gdzie diabłu zadawać ciosy
Siedzą tam, piją, gadają
Gdy próg Twardowski przekroczył
Straszliwą stali się zgrają
Tak ich alchemik zamroczył
Nakazał by mu służono
Już oddział gotów do boju
Beczułki wódki wtoczono
Pędzonej na smoczym gnoju
Pstryknął palcami znacząco
A świecznik wisiał na linie
Piekielne rzucił gorąco
Przetopił go na naczynie
Uderzył pięścią w czub ławy
Ale dziś będą popisy
Przegryzł beczułkę dla sławy
Zawartość przelał do misy
Zaczerpnął w misie kieliszek
A kryształ to był przykładny
Zrobił go pewien braciszek
Mnich i robotnik czeladny
Nagle się zrywa wichura
Burza jest w całym regionie
Mistrz sobie tak gromko hula
Woda ognista mu płonie
Patrzy na dno, to diablica
Szpic pazurki, ogon kręty
Rozpalone oba lica
Ten lokal jakiś przeklęty
Oczy błyszczą niczym gwiazdy
Przy ogonie krągły tyłek
Takie są diabelskie wjazdy
Teraz co to jest? Motylek?
Już wzleciawszy znów się zmienia
Czerpiąc przy tym hausty wódki
Wnet poczwara wyszła z cienia
Takie są zabawy skutki
Tak, to prawda, córka diabła
O tym wszyscy dobrze wiecie
Jest zrodzona z porzekadła
O diable i o kobiecie
Leniwym ruchem stąpając
Piękniała bez przerwy, w sali
Gości na klęczki rzucając
Wszystkich którzy jeszcze stali
Była to cudna kobita
Jak lawendowe przedwiośnie
Z piekielnej wódki powita
Ogonem machała radośnie
Czy lato jest, czy też zima
Czy on z Polski, czy on z Rusi
Taki słowiański jest klimat
Pod spódnicę zajrzeć musi
Nie wytrzymali napięcia
Zdarli z niewiasty ubranie
Ona całkiem bez przejęcia
Splunęła leciutko na nie
Stoi tak naga na stole
Rzuca zalotne spojrzenia
Mistrz jako pierwszy w zespole
Podał jej skrawek odzienia
Cóż to za dziwy przysyła
Nam w darze mroczny monarcha
Odkąd to w wódce wysyła
Posłańca, dziewkę i czarta
Jestem tu z woli ciemności
Obyczaj nowy przynoszę
Skosztujże mojej miłości
To nadprzeciętne rozkosze
Przyszedł czas aby pokazać
Tajemnej wiedzy nowości
Musisz jej tylko rozkazać
By się spaliła z zazdrości
Niech pani Twardowska zajdzie
Przedstaw jej mnie jako swoją
Powiedz, że kochasz mnie bardziej
Że będę Twoją ostoją
Kiedy Twa żona zrozumie
Żeś rozum dla mnie postradał
Otrzymasz prezent w rozumie
Byś ogniem piekielnym władał
Magik nieczuły na wdzięki
Swoją rozpoczął dysputę
Nie wypuszczając jej ręki
Przygaszał diabelską butę
Żona moja wierną będzie
I pójdę o to w zawody
Moje karty wróżą wszędzie
Że złote przeżyjem gody
Dobrze więc, wołajcie panią
Która lepsza zobaczymy
Gdy tak bardzo stoisz za nią
Widzę nasze zaręczyny
Przywieźli słudzy Twardowską
Z pięknym przybyła orszakiem
Ludzie przyszli całą wioską
Ujrzeć karetę z rumakiem
Wychodzi postać wysoka
Dostojna pani na włościach
Blondynka niebieskooka
Obeznana w cudownościach
Twardowski objął kobietę
Buziaka skradł błyskawicznie
Kazał odstawić karetę
Okiem mrugnął spontanicznie
Oto przedstawiam Ci luba
Diablicę - piekielne dziecię
Przybyła tu czyniąc cuda
By porwać mą duszę przecie
Widzę, że mąż znowu w Rzymie
Trudni się swoim zajęciem
Teraz w pijackim reżimie
Zostać chciałby czarta zięciem
Jużeś mną z diabłem handlował
By uratować swą duszę
Teraz pan się przerachował
Tego już znosić nie muszę
Na te słowa magik pobladł
Zawsze miał u żony plecy
Chyba jakiś błąd się zakradł
Czyżby to był bunt kobiecy
Dam Ci mężu dobrą radę
Zakończ te szatańskie gierki
A za małżeństwa zdradę
Dam Ci kwiat do butonierki
Bywaj zdrów mężu kochany
Oddam Cię w diabelskie szpony
Kiedy będziesz zapłakany
Wspomnisz serce byłej żony
Wtem się diablica ożywia
Teraz to pani nad panie
Mówi do niego złośliwa
"Rozpocznij już pakowanie"
Co tu począć, nie ma rady
Trzeba będzie dziś się poddać
Nie wyszły mi te zakłady
Diablicy muszę się oddać
Masz tu ode mnie na drogę
Babki mej modlitewnik
Więcej dać mężu nie mogę
Wiem, że to musi być pewnik
Z takim do piekła prezentem
Masz się pomodlić po drodze
Zrób to za pierwszym zakrętem
Gdy księżyc ujrzysz w podłodze
Zrobił jak żona kazała
Diablica od tego zmiękła
Magika nie utrzymała
Bo się modlitwy ulękła
Twardowski na księżyc opadł
Uratowany od piekła
Tak mamy w kosmosie chłopa
Diablica ciągle jest wściekła
To jest Twardowskiej zasługa
Dobrze Mistrz partię rozegrał
Męża modlitwa niedługa
Diabeł i tym razem przegrał
Dowód to miłości wielkiej
Co piekła ognie przygasza
Tak samo w legendzie wszelkiej
Taka jest tradycja nasza
I dziś o tym ludzie plotą
Grzmią wciąż Watykańskie prawa
Że wiara, nadzieja cnotą
A miłość to nie zabawa
Porażki szukając przyczyn:
"Niech go wezmą wszyscy diabli
Ten Twardowski, to jest wyczyn"
Na Łysą Górę zjechały
Wiedźmy z bagiennych czeluści
Noc całą obradowały
Mefisto mu nie odpuści
Znajdziemy na niego haka
Czarny nasz honor i basta
By złamać tego Polaka
Diablica pojedzie do miasta
Gdy zazdrość w żoneczce wznieci
Wtedy się karta odwróci
Złapiemy go w nasze sieci
Zanim się magik nawróci
Twardowski dosiadł koguta
Pióra mu złote rozpuścił
Wyszła z bata krótka nuta
W ostępy go leśne wpuścił
Niesie na skrzydłach bażanta
Odzew Bydgoskiej nowinie
Piękną melodię kuranta
Wiatr pozostawia gęstwinie
Zeskoczył ostro na ziemię
Aż iskry się posypały
Znane obaczył sklepienie
Toć to jest "Rzym" wspaniały
Wstąpił do karczmy jak co dzień
Spokojny o duszy swej losy
Uczył go bowiem kaznodziej
Gdzie diabłu zadawać ciosy
Siedzą tam, piją, gadają
Gdy próg Twardowski przekroczył
Straszliwą stali się zgrają
Tak ich alchemik zamroczył
Nakazał by mu służono
Już oddział gotów do boju
Beczułki wódki wtoczono
Pędzonej na smoczym gnoju
Pstryknął palcami znacząco
A świecznik wisiał na linie
Piekielne rzucił gorąco
Przetopił go na naczynie
Uderzył pięścią w czub ławy
Ale dziś będą popisy
Przegryzł beczułkę dla sławy
Zawartość przelał do misy
Zaczerpnął w misie kieliszek
A kryształ to był przykładny
Zrobił go pewien braciszek
Mnich i robotnik czeladny
Nagle się zrywa wichura
Burza jest w całym regionie
Mistrz sobie tak gromko hula
Woda ognista mu płonie
Patrzy na dno, to diablica
Szpic pazurki, ogon kręty
Rozpalone oba lica
Ten lokal jakiś przeklęty
Oczy błyszczą niczym gwiazdy
Przy ogonie krągły tyłek
Takie są diabelskie wjazdy
Teraz co to jest? Motylek?
Już wzleciawszy znów się zmienia
Czerpiąc przy tym hausty wódki
Wnet poczwara wyszła z cienia
Takie są zabawy skutki
Tak, to prawda, córka diabła
O tym wszyscy dobrze wiecie
Jest zrodzona z porzekadła
O diable i o kobiecie
Leniwym ruchem stąpając
Piękniała bez przerwy, w sali
Gości na klęczki rzucając
Wszystkich którzy jeszcze stali
Była to cudna kobita
Jak lawendowe przedwiośnie
Z piekielnej wódki powita
Ogonem machała radośnie
Czy lato jest, czy też zima
Czy on z Polski, czy on z Rusi
Taki słowiański jest klimat
Pod spódnicę zajrzeć musi
Nie wytrzymali napięcia
Zdarli z niewiasty ubranie
Ona całkiem bez przejęcia
Splunęła leciutko na nie
Stoi tak naga na stole
Rzuca zalotne spojrzenia
Mistrz jako pierwszy w zespole
Podał jej skrawek odzienia
Cóż to za dziwy przysyła
Nam w darze mroczny monarcha
Odkąd to w wódce wysyła
Posłańca, dziewkę i czarta
Jestem tu z woli ciemności
Obyczaj nowy przynoszę
Skosztujże mojej miłości
To nadprzeciętne rozkosze
Przyszedł czas aby pokazać
Tajemnej wiedzy nowości
Musisz jej tylko rozkazać
By się spaliła z zazdrości
Niech pani Twardowska zajdzie
Przedstaw jej mnie jako swoją
Powiedz, że kochasz mnie bardziej
Że będę Twoją ostoją
Kiedy Twa żona zrozumie
Żeś rozum dla mnie postradał
Otrzymasz prezent w rozumie
Byś ogniem piekielnym władał
Magik nieczuły na wdzięki
Swoją rozpoczął dysputę
Nie wypuszczając jej ręki
Przygaszał diabelską butę
Żona moja wierną będzie
I pójdę o to w zawody
Moje karty wróżą wszędzie
Że złote przeżyjem gody
Dobrze więc, wołajcie panią
Która lepsza zobaczymy
Gdy tak bardzo stoisz za nią
Widzę nasze zaręczyny
Przywieźli słudzy Twardowską
Z pięknym przybyła orszakiem
Ludzie przyszli całą wioską
Ujrzeć karetę z rumakiem
Wychodzi postać wysoka
Dostojna pani na włościach
Blondynka niebieskooka
Obeznana w cudownościach
Twardowski objął kobietę
Buziaka skradł błyskawicznie
Kazał odstawić karetę
Okiem mrugnął spontanicznie
Oto przedstawiam Ci luba
Diablicę - piekielne dziecię
Przybyła tu czyniąc cuda
By porwać mą duszę przecie
Widzę, że mąż znowu w Rzymie
Trudni się swoim zajęciem
Teraz w pijackim reżimie
Zostać chciałby czarta zięciem
Jużeś mną z diabłem handlował
By uratować swą duszę
Teraz pan się przerachował
Tego już znosić nie muszę
Na te słowa magik pobladł
Zawsze miał u żony plecy
Chyba jakiś błąd się zakradł
Czyżby to był bunt kobiecy
Dam Ci mężu dobrą radę
Zakończ te szatańskie gierki
A za małżeństwa zdradę
Dam Ci kwiat do butonierki
Bywaj zdrów mężu kochany
Oddam Cię w diabelskie szpony
Kiedy będziesz zapłakany
Wspomnisz serce byłej żony
Wtem się diablica ożywia
Teraz to pani nad panie
Mówi do niego złośliwa
"Rozpocznij już pakowanie"
Co tu począć, nie ma rady
Trzeba będzie dziś się poddać
Nie wyszły mi te zakłady
Diablicy muszę się oddać
Masz tu ode mnie na drogę
Babki mej modlitewnik
Więcej dać mężu nie mogę
Wiem, że to musi być pewnik
Z takim do piekła prezentem
Masz się pomodlić po drodze
Zrób to za pierwszym zakrętem
Gdy księżyc ujrzysz w podłodze
Zrobił jak żona kazała
Diablica od tego zmiękła
Magika nie utrzymała
Bo się modlitwy ulękła
Twardowski na księżyc opadł
Uratowany od piekła
Tak mamy w kosmosie chłopa
Diablica ciągle jest wściekła
To jest Twardowskiej zasługa
Dobrze Mistrz partię rozegrał
Męża modlitwa niedługa
Diabeł i tym razem przegrał
Dowód to miłości wielkiej
Co piekła ognie przygasza
Tak samo w legendzie wszelkiej
Taka jest tradycja nasza
I dziś o tym ludzie plotą
Grzmią wciąż Watykańskie prawa
Że wiara, nadzieja cnotą
A miłość to nie zabawa

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
Moja ocena
wiernie dotrwałem do końca, robi wrażenie, brawo