Listopad padł
biegnę uparcie ze wzrokiem w chmurach
po niezbadanych ścieżkach egzystencji
wiatr kryje się w moim zamykanym zegarku
z połamaną na cząstki duszą
łapię odłamki sekund między palce
wcieram je w skórę i modlę się skrycie
żeby było więcej
jeszcze więcej głębszych oddechów
trzymam się kurczowo każdego słupa nadziei
lecz mimo tych najdrobniejszych uśmiechów
mimo tych paru uniesień
płaczę wciąż
nad rozlaną wódką moich drobnych marzeń
nad zmarnowanym czasem i jeszcze trochę
nad sobą
po niezbadanych ścieżkach archetypowych uczuć
czołgam się oblepiony słońcem i błotem
może kiedyś dotrę w końcu
tam gdzie moje serce
może kiedyś
obudzę się na karmazynowej łódce
gdzieś pośrodku siebie
po niezbadanych ścieżkach egzystencji
wiatr kryje się w moim zamykanym zegarku
z połamaną na cząstki duszą
łapię odłamki sekund między palce
wcieram je w skórę i modlę się skrycie
żeby było więcej
jeszcze więcej głębszych oddechów
trzymam się kurczowo każdego słupa nadziei
lecz mimo tych najdrobniejszych uśmiechów
mimo tych paru uniesień
płaczę wciąż
nad rozlaną wódką moich drobnych marzeń
nad zmarnowanym czasem i jeszcze trochę
nad sobą
po niezbadanych ścieżkach archetypowych uczuć
czołgam się oblepiony słońcem i błotem
może kiedyś dotrę w końcu
tam gdzie moje serce
może kiedyś
obudzę się na karmazynowej łódce
gdzieś pośrodku siebie

My rating
My rating
My rating
Moja ocena
dotarcia do serca zatem życzęMy rating
My rating