Akcja!
-Co ty znalazłeś w tym radiu?
-No jak to co? Muzykę, dobrą muzykę.
-To jest muzyka według Ciebie? Co to kurwa jest?
-Hip Hop, muza duszy.
-Jasne duszy, chyba twojej.
-Poczekaj. Ty, to ten gościu? –Gdzie? -Tamten.
-Nie, nie ten. Przecież mówiłem ci, że to będzie czarnoskóry a ten jest biały.
–Wolę być czujny. -To bądź czujny na murzynów!
–Co się wkurwiasz, nie chcę by wyszło, że siedzimy tu i marnujemy czas, gdy okaże się, że przegapiliśmy gościa. A właśnie co mówiłeś wcześniej, jak to było z tą twoją teorią czasu?
-No czasu nie ma, po prostu.
-Tak już to mówiłeś, ale nie załapałem. Jak nie ma czasu, skoro siedzimy tu już pół godziny?
-Wydaje ci się, że istnieje czas. Rozumiesz? Tak naprawdę, to wszystko umiera, gnije, rozpada się. My natomiast odbieramy to jako czas.
–Zaraz, chwila co ty bredzisz, więc może nie siedzimy tu teraz? Wczoraj byliśmy na panienkach nie? Wczoraj był poniedziałek a dziś jest wtorek. Źle coś rozumiem?
-Nie ma teraz, bo nie ma czasu gościu.
-Jak to kurwa nie ma? To co jest! Cycki Iwonki?!
-Zobacz! Patrz na moją rękę. Co nią teraz robię? –Ruszasz w lewo i w prawo, jaki to ma kurwa związek z czasem?
-Robię to teraz, w tym momencie? –No teraz, a kiedy?!
-Spójrz frajerze! Przecież ręka pokonała drogę. Przeszła z lewa na prawo i z powrotem!!
-No i?
-Jak ty kurwa mało pojmujesz. Mniej patrz na tyłki a więcej na to co się dzieje wokół ciebie! Dłoń przesuwając się w lewo była przeszłością i stawała się w ruchu przyszłością, a my siedzimy tu i niby to jest teraz.
-Jaką przeszłością co przyszłością? Jakie kurwa teraz!!
-Nie no, ja pierdolnę kiedyś przy tobie. Spój...
-Patrz! To nie on?! –Gdzie?! –Tam idzie!!
-Tak idzie... powiedz mi..., ty rozróżniasz hindusa od czarnucha?
-Ten czarny i ten czarny, co za różnica?
–Taka, że czekamy na murzyna a nie na hindusa, kurwa!!
-Dobra, ok, ok, to co z tą przeszłością z przyszłością i z teraz?
-Słuchaj mnie, chociaż raz uważnie. W tym momencie jesteśmy przyszłością, przeszłością i jesteśmy zarazem teraz. Każda sekunda, która mija jest przeszłością, a ta sekunda składa się z setnych sekundy, które są jej przyszłością i teraźniejszością...
-Dobra skończ pierdolić i powiedz lepiej skąd ty takie gadki bierzesz?
-Jak siedzę z tobą i słucham tego Hiep Hiopa, to jedyne co mogę robić kreatywnego.
-Ty patrz na tamtą dupkę! Smaczniutka nie? Można by ją tak...
-Jak pierdnie to nie będzie taka smaczna, heheheh. –Hahahaha!
-Idzie! –Idzie? -Tak kurwa! Wychodzimy, szybko! Skręcił w tamta uliczkę! No ruszaj się!...
Przetarł zesztywniały kark, jego oczy lekko łzawiły. Wpatrywał się w monitory kamer, umieszczone na jego pulpicie. Od pewnego czasu obserwował zaparkowany czarny samochód. Stał tam od jakiejś pół godziny i nikt do tej pory nie wysiadł. Coraz mniej mu się to podobało. Co prawda w swojej karierze strażnika banku, dozory przebiegały spokojnie, nie po to jednak byli przeszkoleni na ewentualność napadu.
Odliczał sekundy do końca swej zmiany. Jak już miało się coś wydarzyć, niech stanie się gdy on będzie w domu. Analizował każdą możliwość jaka mogła zaistnieć. Spisał sobie rejestrację wozu, a nawet, niejako nieświadomie, począł szkicować na kartce kształt pojazdu. Do zakończenia dnia zostało mu niecałe pół godziny. -Dziś wyjątkowo długie, niecałe pół godziny..., -pomyślał. Samochód stał całą wieczność i za cholerę nie miał zamiaru chociażby drgnąć. Siłą woli próbował przeniknąć do jego środka, gdy drzwi z obu stron pojazdu otworzyły się. Dwaj mężczyźni szybkim krokiem ruszyli w stronę wejścia do banku. Zauważył niebezpieczne, jego zdaniem, zdecydowanie w ruchach tej pary. Obydwoje byli brunetami i nosili się na jasno. -Na filmach, gangsterzy ubierają się w ciemne garnitury, – w innych okolicznościach ta myśl rozbawiłaby go... Kropla potu spłynęła wzdłuż kręgosłupa. Ręka w sposób wyuczony przesunęła się nad przycisk. Wiedział że pod nim widnieje napis „alarm”.
-To tylko ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia... -powtarzał szeptem.
Oni skręcili, w pośpiechu mijając podążających do i z banku ludzi, by zniknąć w jednej z uliczek sąsiadujących z budynkiem.
Dłoń wisiała jeszcze w powietrzu nim uprzytomnił to sobie i zacisnął parokrotnie palce dla rozluźnienia mięśni.
Spojrzał na zegarek, jeszcze dwadzieścia minut do końca.
Wziął słuchawkę telefonu, wystukał numer, spojrzał w monitory. Przed chwilą czas zatrzymał się, teraz pędził z prędkością jego pulsu.
-Kochanie?
Głos zadrżał lekko w jego uszach.
-Tak, będę normalnie. Coś kupić po drodze?
Powiem Ci co mnie dziś niespodziewanego spotkało.
Zaśmiał się, na pytanie które usłyszał, w odpowiedzi na jego słowa.
-Nie. To jak zwykle moja wyobraźnia.
Kątem oka dostrzegł dwie postaci wsiadające do czarnego samochodu.
-Tak, będę kończył. Muszę się zbierać, a zaraz przyjdzie kolega.
Silna dłoń upadła mu na ramię. Podskoczył wystraszony i odwrócił się gwałtownie.
Przed sobą widział wyszczerzoną w uśmiechu twarz.
-Już przyszedł, pa.
Uścisnął wyciągniętą rękę.
Wracali.
Spojrzał na swój złoty zegarek, który świetnie prezentował się z brązem nadgarstka.
Nie zajęło im to wiele czasu.
Fachowcy.
Poczekał, aż wsiedli. Ruszył energicznym krokiem, w myślach liczył.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć.
Już stał naprzeciwko przedniej szyby samochodu.
Mężczyźni zajęci byli rozmową.
Wyciągnął chłodny przedmiot z kieszeni. Najpierw kierowca.
Piętnaście, szesnaście.
Na szybie pojawiły się dwie okrągłe pajęczyny. W tym momencie pasażer dostrzegł go.
Zauważył jak usta siedzącego układają się w słowo przekleństwa.
Skierował lufę pistoletu w kierunku poruszających się warg.
Dziewiętnaście.
-Pozdrowienia od Twardego! –Wysyczał z satysfakcją.
Dwadzieścia.
Odwrócił się, zamachał na nadjeżdżającą taksówkę. Wsiadł i spojrzał na poruszające się wskazówki zegarka.
Niecała minuta.
Nadal był szybki.
-Jesteś pewien, że to był on? –No jasne! Był czarny? Był!
-Ale gość dziwnie zareagował, wystraszył się nas jak jakiś mały gnojek!
-Jakbyś zobaczył dwóch facetów, którzy celują do ciebie z małych armat, to raczej nie miałbyś kurwa ochoty zatańczyć, nie?!
-No tak, jasne, ale spodziewałem się, że gościu będzie twardzielem, będzie się bronił, a ten zaczął uciekać.
-Zareagował na „Twardy”, to na pewno był on!
-Nie jestem tego taki pewien.
-Przestań pierdolić, zapalaj silnik, zmywamy się stąd zanim ktoś wezwie... Co jest!!?
Kurw...
-Pieprzeni rasiści.
Czuł, że leży na ziemi, nie potrafił powiedzieć jednak czy było mu miękko, a może twardo? Wydawało mu się, że czuł?
Zawołali na niego, dwóch czy raczej sześciu? Trudno było mu skupić się na liczeniu. Skąd go znali? To pytanie pojawiło się i natychmiast znalazła się odpowiedź. Ojciec zawsze mu mówił, że ich nazwisko jest jak diament, twarde i rzadkie, a on w myślach dodawał -„jak kupa”.
Pamiętał, że wczoraj bawił się z nim, grali w piłkę. Zaraz, czy to na pewno było wczoraj? Może dziś? Nie, dziś to on dopiero się urodził.
Umierał, kiedy..., już czy dopiero? Chciał zerwać się z ziemi, zaplanował zajść po dzieci do szkoły... Przypadkiem sam nie powinien iść na lekcje? Z całą pewnością był zagrożony z matematyki. Więc skąd ten dyplom ze studiów za nadzwyczajne osiągnięcia, który wisiał nad łóżkiem gdzie tak często kochał się ze swoją żoną?
Słońce raziło w otwarte oczy i posiadało smak.
Nigdy nie zwrócił na to uwagi, światło smakowało jak krew. Wszystko było o smaku krwi.
Czyżby zapomniał oddychać? Musiało mu się wydawać, w końcu dopiero co się urodził, po raz pierwszy zaczerpnął powietrza w bezzębne usteczka.
-Pieprzeni rasiści.
To jego matka wypowiedziała te słowa, gdy oglądali program telewizyjny, nadający relację z zamieszek ulicznych w ich dzielnicy.
Coś jeszcze..., był pewien że coś jeszcze...
Zapomniał.
-No jak to co? Muzykę, dobrą muzykę.
-To jest muzyka według Ciebie? Co to kurwa jest?
-Hip Hop, muza duszy.
-Jasne duszy, chyba twojej.
-Poczekaj. Ty, to ten gościu? –Gdzie? -Tamten.
-Nie, nie ten. Przecież mówiłem ci, że to będzie czarnoskóry a ten jest biały.
–Wolę być czujny. -To bądź czujny na murzynów!
–Co się wkurwiasz, nie chcę by wyszło, że siedzimy tu i marnujemy czas, gdy okaże się, że przegapiliśmy gościa. A właśnie co mówiłeś wcześniej, jak to było z tą twoją teorią czasu?
-No czasu nie ma, po prostu.
-Tak już to mówiłeś, ale nie załapałem. Jak nie ma czasu, skoro siedzimy tu już pół godziny?
-Wydaje ci się, że istnieje czas. Rozumiesz? Tak naprawdę, to wszystko umiera, gnije, rozpada się. My natomiast odbieramy to jako czas.
–Zaraz, chwila co ty bredzisz, więc może nie siedzimy tu teraz? Wczoraj byliśmy na panienkach nie? Wczoraj był poniedziałek a dziś jest wtorek. Źle coś rozumiem?
-Nie ma teraz, bo nie ma czasu gościu.
-Jak to kurwa nie ma? To co jest! Cycki Iwonki?!
-Zobacz! Patrz na moją rękę. Co nią teraz robię? –Ruszasz w lewo i w prawo, jaki to ma kurwa związek z czasem?
-Robię to teraz, w tym momencie? –No teraz, a kiedy?!
-Spójrz frajerze! Przecież ręka pokonała drogę. Przeszła z lewa na prawo i z powrotem!!
-No i?
-Jak ty kurwa mało pojmujesz. Mniej patrz na tyłki a więcej na to co się dzieje wokół ciebie! Dłoń przesuwając się w lewo była przeszłością i stawała się w ruchu przyszłością, a my siedzimy tu i niby to jest teraz.
-Jaką przeszłością co przyszłością? Jakie kurwa teraz!!
-Nie no, ja pierdolnę kiedyś przy tobie. Spój...
-Patrz! To nie on?! –Gdzie?! –Tam idzie!!
-Tak idzie... powiedz mi..., ty rozróżniasz hindusa od czarnucha?
-Ten czarny i ten czarny, co za różnica?
–Taka, że czekamy na murzyna a nie na hindusa, kurwa!!
-Dobra, ok, ok, to co z tą przeszłością z przyszłością i z teraz?
-Słuchaj mnie, chociaż raz uważnie. W tym momencie jesteśmy przyszłością, przeszłością i jesteśmy zarazem teraz. Każda sekunda, która mija jest przeszłością, a ta sekunda składa się z setnych sekundy, które są jej przyszłością i teraźniejszością...
-Dobra skończ pierdolić i powiedz lepiej skąd ty takie gadki bierzesz?
-Jak siedzę z tobą i słucham tego Hiep Hiopa, to jedyne co mogę robić kreatywnego.
-Ty patrz na tamtą dupkę! Smaczniutka nie? Można by ją tak...
-Jak pierdnie to nie będzie taka smaczna, heheheh. –Hahahaha!
-Idzie! –Idzie? -Tak kurwa! Wychodzimy, szybko! Skręcił w tamta uliczkę! No ruszaj się!...
Przetarł zesztywniały kark, jego oczy lekko łzawiły. Wpatrywał się w monitory kamer, umieszczone na jego pulpicie. Od pewnego czasu obserwował zaparkowany czarny samochód. Stał tam od jakiejś pół godziny i nikt do tej pory nie wysiadł. Coraz mniej mu się to podobało. Co prawda w swojej karierze strażnika banku, dozory przebiegały spokojnie, nie po to jednak byli przeszkoleni na ewentualność napadu.
Odliczał sekundy do końca swej zmiany. Jak już miało się coś wydarzyć, niech stanie się gdy on będzie w domu. Analizował każdą możliwość jaka mogła zaistnieć. Spisał sobie rejestrację wozu, a nawet, niejako nieświadomie, począł szkicować na kartce kształt pojazdu. Do zakończenia dnia zostało mu niecałe pół godziny. -Dziś wyjątkowo długie, niecałe pół godziny..., -pomyślał. Samochód stał całą wieczność i za cholerę nie miał zamiaru chociażby drgnąć. Siłą woli próbował przeniknąć do jego środka, gdy drzwi z obu stron pojazdu otworzyły się. Dwaj mężczyźni szybkim krokiem ruszyli w stronę wejścia do banku. Zauważył niebezpieczne, jego zdaniem, zdecydowanie w ruchach tej pary. Obydwoje byli brunetami i nosili się na jasno. -Na filmach, gangsterzy ubierają się w ciemne garnitury, – w innych okolicznościach ta myśl rozbawiłaby go... Kropla potu spłynęła wzdłuż kręgosłupa. Ręka w sposób wyuczony przesunęła się nad przycisk. Wiedział że pod nim widnieje napis „alarm”.
-To tylko ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia... -powtarzał szeptem.
Oni skręcili, w pośpiechu mijając podążających do i z banku ludzi, by zniknąć w jednej z uliczek sąsiadujących z budynkiem.
Dłoń wisiała jeszcze w powietrzu nim uprzytomnił to sobie i zacisnął parokrotnie palce dla rozluźnienia mięśni.
Spojrzał na zegarek, jeszcze dwadzieścia minut do końca.
Wziął słuchawkę telefonu, wystukał numer, spojrzał w monitory. Przed chwilą czas zatrzymał się, teraz pędził z prędkością jego pulsu.
-Kochanie?
Głos zadrżał lekko w jego uszach.
-Tak, będę normalnie. Coś kupić po drodze?
Powiem Ci co mnie dziś niespodziewanego spotkało.
Zaśmiał się, na pytanie które usłyszał, w odpowiedzi na jego słowa.
-Nie. To jak zwykle moja wyobraźnia.
Kątem oka dostrzegł dwie postaci wsiadające do czarnego samochodu.
-Tak, będę kończył. Muszę się zbierać, a zaraz przyjdzie kolega.
Silna dłoń upadła mu na ramię. Podskoczył wystraszony i odwrócił się gwałtownie.
Przed sobą widział wyszczerzoną w uśmiechu twarz.
-Już przyszedł, pa.
Uścisnął wyciągniętą rękę.
Wracali.
Spojrzał na swój złoty zegarek, który świetnie prezentował się z brązem nadgarstka.
Nie zajęło im to wiele czasu.
Fachowcy.
Poczekał, aż wsiedli. Ruszył energicznym krokiem, w myślach liczył.
Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć.
Już stał naprzeciwko przedniej szyby samochodu.
Mężczyźni zajęci byli rozmową.
Wyciągnął chłodny przedmiot z kieszeni. Najpierw kierowca.
Piętnaście, szesnaście.
Na szybie pojawiły się dwie okrągłe pajęczyny. W tym momencie pasażer dostrzegł go.
Zauważył jak usta siedzącego układają się w słowo przekleństwa.
Skierował lufę pistoletu w kierunku poruszających się warg.
Dziewiętnaście.
-Pozdrowienia od Twardego! –Wysyczał z satysfakcją.
Dwadzieścia.
Odwrócił się, zamachał na nadjeżdżającą taksówkę. Wsiadł i spojrzał na poruszające się wskazówki zegarka.
Niecała minuta.
Nadal był szybki.
-Jesteś pewien, że to był on? –No jasne! Był czarny? Był!
-Ale gość dziwnie zareagował, wystraszył się nas jak jakiś mały gnojek!
-Jakbyś zobaczył dwóch facetów, którzy celują do ciebie z małych armat, to raczej nie miałbyś kurwa ochoty zatańczyć, nie?!
-No tak, jasne, ale spodziewałem się, że gościu będzie twardzielem, będzie się bronił, a ten zaczął uciekać.
-Zareagował na „Twardy”, to na pewno był on!
-Nie jestem tego taki pewien.
-Przestań pierdolić, zapalaj silnik, zmywamy się stąd zanim ktoś wezwie... Co jest!!?
Kurw...
-Pieprzeni rasiści.
Czuł, że leży na ziemi, nie potrafił powiedzieć jednak czy było mu miękko, a może twardo? Wydawało mu się, że czuł?
Zawołali na niego, dwóch czy raczej sześciu? Trudno było mu skupić się na liczeniu. Skąd go znali? To pytanie pojawiło się i natychmiast znalazła się odpowiedź. Ojciec zawsze mu mówił, że ich nazwisko jest jak diament, twarde i rzadkie, a on w myślach dodawał -„jak kupa”.
Pamiętał, że wczoraj bawił się z nim, grali w piłkę. Zaraz, czy to na pewno było wczoraj? Może dziś? Nie, dziś to on dopiero się urodził.
Umierał, kiedy..., już czy dopiero? Chciał zerwać się z ziemi, zaplanował zajść po dzieci do szkoły... Przypadkiem sam nie powinien iść na lekcje? Z całą pewnością był zagrożony z matematyki. Więc skąd ten dyplom ze studiów za nadzwyczajne osiągnięcia, który wisiał nad łóżkiem gdzie tak często kochał się ze swoją żoną?
Słońce raziło w otwarte oczy i posiadało smak.
Nigdy nie zwrócił na to uwagi, światło smakowało jak krew. Wszystko było o smaku krwi.
Czyżby zapomniał oddychać? Musiało mu się wydawać, w końcu dopiero co się urodził, po raz pierwszy zaczerpnął powietrza w bezzębne usteczka.
-Pieprzeni rasiści.
To jego matka wypowiedziała te słowa, gdy oglądali program telewizyjny, nadający relację z zamieszek ulicznych w ich dzielnicy.
Coś jeszcze..., był pewien że coś jeszcze...
Zapomniał.

My rating
My rating