Sama I
Sama leżała sobie na podłodze w domu, w starej koszulce z napisem PLAND, bo O się już wytarło śpiewając, płacząc i śmiejąc się jednocześnie.
- Poli łonts e krakeeer! hahaha! -
kot nie rozumiał dziwnego stanu ducha swej towarzyszki życie więc stwierdziwszy, że znowu postradała zmysły, spokojnie zapadł w sen, niespecjalnie przejmując się faktem, że Sama właśnie zaczęła do niego mówić.
- kocie, kocie, Poli łonts e kraker! o jaaaak mi bardzo mi już odbiło. widzisz to? ooooch jakże mam wszystko w dupie baaaardzo i jeszcze więcej może! -
chleb wesoło dyndał sobie w jej brzuchu będący niewycieralnym śladem jej ponownej porażki.
a potem już kiedy Kurt zamilkł w głośniku szybko-szybko-szybko-ej, ale naprawdę szybko-szybko, biegiem Sama udaje się do kibla, co teraz: klozet czy umywalka? klozetczyumywalka? szybko, odkręca wodę, prysznic, trochę wody zmineralizowanej ze źródła Kran i już, już rzyg-rzyg, jeden, dwa, trzy... i już.
już dobrze. usiadła sobie na brzegu.
- Poli łonts e kraker... - udaje, że śpiewa i patrzy na mydło z nadzieję, że tym razem nie będzie się za nią roznosił ten smród, ostry smrodek porażki, świński odór nieudacznictwa.
- a może nie? a może to świat się potknął, wyrzygał i brodzi teraz we własnych wymiocinach?
może to ludzie śmierdzą szlamem, który na siebie wzajemnie wylewają?
TO NIE JA, KOCIE! -
- Poli łonts e krakeeer! hahaha! -
kot nie rozumiał dziwnego stanu ducha swej towarzyszki życie więc stwierdziwszy, że znowu postradała zmysły, spokojnie zapadł w sen, niespecjalnie przejmując się faktem, że Sama właśnie zaczęła do niego mówić.
- kocie, kocie, Poli łonts e kraker! o jaaaak mi bardzo mi już odbiło. widzisz to? ooooch jakże mam wszystko w dupie baaaardzo i jeszcze więcej może! -
chleb wesoło dyndał sobie w jej brzuchu będący niewycieralnym śladem jej ponownej porażki.
a potem już kiedy Kurt zamilkł w głośniku szybko-szybko-szybko-ej, ale naprawdę szybko-szybko, biegiem Sama udaje się do kibla, co teraz: klozet czy umywalka? klozetczyumywalka? szybko, odkręca wodę, prysznic, trochę wody zmineralizowanej ze źródła Kran i już, już rzyg-rzyg, jeden, dwa, trzy... i już.
już dobrze. usiadła sobie na brzegu.
- Poli łonts e kraker... - udaje, że śpiewa i patrzy na mydło z nadzieję, że tym razem nie będzie się za nią roznosił ten smród, ostry smrodek porażki, świński odór nieudacznictwa.
- a może nie? a może to świat się potknął, wyrzygał i brodzi teraz we własnych wymiocinach?
może to ludzie śmierdzą szlamem, który na siebie wzajemnie wylewają?
TO NIE JA, KOCIE! -

My rating
My rating
My rating
My rating