Masz,babo!
Nigdy nie przepadałam
Za plackami.
Nie dość, że mdli
Od żrącego zęby cukru
To ostatni kawałek
Zwykle nie jest nim w istocie.
Wpychamy kolejne
Mączne okruchy
I po chwili się wie,
Że wredne to ciasto,
Niepozorna gnida
Samo włazi
Do przełyku.
I żebyś się babo
Rzuciła na kalendarz
By kopnąć weń z impetem,
To trwalszego hamulca
Nad losowy frykas
Z latarką prądową
Nie znajdziesz na świecie.
W książce czytałam,
Że tęsknotę trzeba
Podawać na zimno,
Krwisto i łzawo.
Za plackami.
Nie dość, że mdli
Od żrącego zęby cukru
To ostatni kawałek
Zwykle nie jest nim w istocie.
Wpychamy kolejne
Mączne okruchy
I po chwili się wie,
Że wredne to ciasto,
Niepozorna gnida
Samo włazi
Do przełyku.
I żebyś się babo
Rzuciła na kalendarz
By kopnąć weń z impetem,
To trwalszego hamulca
Nad losowy frykas
Z latarką prądową
Nie znajdziesz na świecie.
W książce czytałam,
Że tęsknotę trzeba
Podawać na zimno,
Krwisto i łzawo.

My rating
piękny i życiowy wiersz:)
Musiałam go kilkakrotnie przeczytac - bo na poczatku nie mogłam sie wbić w przyjętą formulę.. zastanawiało mnie to rozbicie wiersza na trzy części. Wstęp - nigdy nie przepadałam za plackami - zrozumiałam jako hasło wyjściowe:) potem ten opis o zniewoleniu od placka/ przez placek:) a potem na koncu zdaje się wyjasnienie czemu to zniewolenie i dlaczego ten placek tak aktywny pomimo jego nielubienia:) Ja moge tylko potwierdzić - również zajadam czym popadnie/ co popadnie:) a najbardziej stres:)Gratuluję Tobie takiej umiejętności nazywania niby błahych spraw:)
pozdrawiam.