Październik
Październik onirycznie
Spoziera w niebo
W tę błękitną godzinę szybują ptaki
jak dusze bezdomne
Niżej ciszej skromniej
Niż we wrześniu jeszcze
jasnym i przejrzystym
Potem powoli pora utraty
Marzeń o świetle brzasku grząskim
Jak czołg swe gąsienice wtoczy
Listopad
Grudzień
Skuje buty luty
I ty też onirycznie
W górę patrzysz już niemal jak
Posąg w katedrze umarły
W baldachim pomalowany w gwiazdy
Choć jeszcze tak niedawno
Strzelałeś w niebo
swój pierwszy krzyk
Spoziera w niebo
W tę błękitną godzinę szybują ptaki
jak dusze bezdomne
Niżej ciszej skromniej
Niż we wrześniu jeszcze
jasnym i przejrzystym
Potem powoli pora utraty
Marzeń o świetle brzasku grząskim
Jak czołg swe gąsienice wtoczy
Listopad
Grudzień
Skuje buty luty
I ty też onirycznie
W górę patrzysz już niemal jak
Posąg w katedrze umarły
W baldachim pomalowany w gwiazdy
Choć jeszcze tak niedawno
Strzelałeś w niebo
swój pierwszy krzyk

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating