OD WSCHODU DO ZACHODU
OD WSCHODU DO ZACHODU
Z prochu…powstałeś
W godzinie
Twego urodzenia….
Łupinę dali…
Życiem nazwali…
Zaopatrzywszy
We wszystkie
Możliwe…recepty
Niezbędne i prawdziwe
W postaci…
Legend…
O bohaterach dawnych…
O snach…
Spełnionych…
I nadziejach
Żywych….
Zwodowali…
A kiedy siła twa…
Okrzepła na tyle
By samodzielnie ster
Utrzymać w dłoni…
Ruszyłeś…
Pełen marzeń…
Pełen snów szalonych…
Myślałeś wtedy…
Przede mną…
Przestrzeń….
Świat mnie woła…
Przede mną…
Fortuny koła…
Przede mną…
Nieznane lądy
I oceany….
Przede mną…
Światło poranne…
Gwiazd niezmierzone
Trwanie…
Ci…
Którzy cię wyprawiali…
Coś..
O przeszkodach
Wspominali….
Machnąłeś ręką…
To nie ważne…
Pokonam wszystko
Wszak..
Już tradycja
Którąć dali
Sprawiła
Że stałeś się …
Odważny…
Pewny byłeś
Że…
Doskonałym
Kompasem….
Zostałeś obdarzony….
Na wszystkie dni
Wędrówki
Po morzu…
Kołyszącym się
Pod nieboskłonem…
Z głową pełną
Realnych widziadeł…
W koszuli śnieżnobiałej…
Z zakasanym rękawem…
Włosem od słońca
Płowym…
Od rana…
Tak beztrosko
Płynąłeś do południa…
Radośnie
Pogwizdując….
Żagli swych
Nie żałując…
Wiatr wtedy…
Każdemu
Pomyślny nader wieje…
Każdy przystanek…
Każdy port mijany…
Niesie
Nową ….
Dal…
Nową nadzieję…
Wtedy jeszcze
Nie straszne ci
Wichry i burze….
Po każdej
Takiej morskiej
Awanturze
Poprawiasz takielunek..
Maszt prostujesz…
Spostrzegasz
Jednak że balast
Doświadczeń
Coraz cięższy…
Że może on
Zagrozić
Stabilności twej łodzi
Przechył stworzyć….
Zaszkodzić w podróży…
Po części się pozbywasz…
Co wieczór
Zapominając…
Coś co się nie sprawdziło…
Coś co się nie przydało…
Nocą gorącą…
Obmyślasz nowe…sposoby
Omijania raf…
Mielizn…
Wirów…
Rekinów..
I piratów łodzi
Których jak się okazało…
Nie braknie
Na wodzie…
Tak się przeplata
Wszystko…
To łagodna bryza
Kołysze cię
Po oceanów toni…
Płyniesz spokojnie
Podziwiając…
Spotykane cuda
To znów…
Szkwał porywisty
Cię zaskoczy…
Rwąc twe
Żaglowe płótna…
Maszty boczne
Łamiąc…
Językiem sprawdzasz…
Sól życia
Co po twarzy płynie
Z potem
Od trudu zdobytym….
Po szkwale
Rany leczysz…
Rozbita głowa…
Pierwsza w sercu
Drzazga…
Wyrywasz póki świeża…
Szybko zabliźnia się..
Rana…
Co noc…
Zanosisz pieśni
Do…
Głównego Nawigatora:
Zaprowadź mnie w spokoju
Do portu mojego…
Celu mej podróży…
Gdzie winnice
Mesjańskie
Rzędem stoją
W urodzaju…
Kołysząc liśćmi
Wielokrotny owoc
Zazdrośnie skrywając…
Daj dotrwać…
W doli i niedoli…
Daj zetrzeć pot z czoła…
Daj kark wyprostować…
Wszak mnie
Wolność woła…
W popołudniowej godzinie…
W czasie picia herbaty…
Wznosisz oczy…
Dojrzałe…
Podziwiasz płynące
Wraz z tobą…
Nieposkromione zorze…
Zastanawiasz się…
Którego malarza
Ręką są zdobione?
W taki wzór niepokorny?
W taki kształt
Bez granic?
W tak niezwykłym kolorze?
Od patrzenia na nie…
Zawrót głowy
Rzuca cię znów
O pokład twej łodzi…
Podnosisz się…
Pełen nowych planów…
Pomysłów…
I celów
Chwytasz ster…
Cerujesz i łatasz
Swej łupiny
Płachty zwietrzałe….
Jeszcze myśl się niejasna
Kołacze…
Jeszcze chwytasz się
Swoich snów…
Pagajami wspomagasz…
Kręta droga…
Minąłeś kolejny rów…
Ręką przeciągasz bruzdy
Które wyryłeś …
Na twarzy…
Życie siwizną znaczy swe szlaki
W twej…
Czuprynie płowej…
Lustra nie masz…
Więc nie wiesz…
Czy?
Czy z tą koroną?
Ogólnie ozdobną…
Możesz płynąć dalej?
Nie pozbywając się…
Marzeń?
Nie pozbywając się…
Wstępnych ustaleń..
W codziennym trudzie…
Znoszonych ciężarów
Splecionych…
Z nieodłącznych
Radości kruszyną…
Wieczór nadchodzi…
Mrok zapada…
Jak zwykle
O tej porze…
W swym sercu
Rozżarzasz….
Niegasnący płomień…
Miłości…
Którą tak mocno
Trzymałeś w swej dłoni…
Której ci nie wydarła
Morska zawierucha….
Która się wszystkim
Burzom szkwałom …
Oparła…
Która rosła wraz z falą…
Która wbrew wszystkim
Pozorom…
Nie umarła…
Żyje i jest ci podporą..!..!..
Udało ci się przenieść…
Twoje
Złote Runo…
Twój Skarb…
Będąc świadomym
Jego wartości….
Jego wielkiej ceny..
Dotarłeś …
Do brzegu…
Do portu swojego…
By szczęśliwie…
Wraz spłonąć…
Wraz spłonąć..
I w proch się
Obrócić…
Nie żałując niczego….
Z prochu…powstałeś
W godzinie
Twego urodzenia….
Łupinę dali…
Życiem nazwali…
Zaopatrzywszy
We wszystkie
Możliwe…recepty
Niezbędne i prawdziwe
W postaci…
Legend…
O bohaterach dawnych…
O snach…
Spełnionych…
I nadziejach
Żywych….
Zwodowali…
A kiedy siła twa…
Okrzepła na tyle
By samodzielnie ster
Utrzymać w dłoni…
Ruszyłeś…
Pełen marzeń…
Pełen snów szalonych…
Myślałeś wtedy…
Przede mną…
Przestrzeń….
Świat mnie woła…
Przede mną…
Fortuny koła…
Przede mną…
Nieznane lądy
I oceany….
Przede mną…
Światło poranne…
Gwiazd niezmierzone
Trwanie…
Ci…
Którzy cię wyprawiali…
Coś..
O przeszkodach
Wspominali….
Machnąłeś ręką…
To nie ważne…
Pokonam wszystko
Wszak..
Już tradycja
Którąć dali
Sprawiła
Że stałeś się …
Odważny…
Pewny byłeś
Że…
Doskonałym
Kompasem….
Zostałeś obdarzony….
Na wszystkie dni
Wędrówki
Po morzu…
Kołyszącym się
Pod nieboskłonem…
Z głową pełną
Realnych widziadeł…
W koszuli śnieżnobiałej…
Z zakasanym rękawem…
Włosem od słońca
Płowym…
Od rana…
Tak beztrosko
Płynąłeś do południa…
Radośnie
Pogwizdując….
Żagli swych
Nie żałując…
Wiatr wtedy…
Każdemu
Pomyślny nader wieje…
Każdy przystanek…
Każdy port mijany…
Niesie
Nową ….
Dal…
Nową nadzieję…
Wtedy jeszcze
Nie straszne ci
Wichry i burze….
Po każdej
Takiej morskiej
Awanturze
Poprawiasz takielunek..
Maszt prostujesz…
Spostrzegasz
Jednak że balast
Doświadczeń
Coraz cięższy…
Że może on
Zagrozić
Stabilności twej łodzi
Przechył stworzyć….
Zaszkodzić w podróży…
Po części się pozbywasz…
Co wieczór
Zapominając…
Coś co się nie sprawdziło…
Coś co się nie przydało…
Nocą gorącą…
Obmyślasz nowe…sposoby
Omijania raf…
Mielizn…
Wirów…
Rekinów..
I piratów łodzi
Których jak się okazało…
Nie braknie
Na wodzie…
Tak się przeplata
Wszystko…
To łagodna bryza
Kołysze cię
Po oceanów toni…
Płyniesz spokojnie
Podziwiając…
Spotykane cuda
To znów…
Szkwał porywisty
Cię zaskoczy…
Rwąc twe
Żaglowe płótna…
Maszty boczne
Łamiąc…
Językiem sprawdzasz…
Sól życia
Co po twarzy płynie
Z potem
Od trudu zdobytym….
Po szkwale
Rany leczysz…
Rozbita głowa…
Pierwsza w sercu
Drzazga…
Wyrywasz póki świeża…
Szybko zabliźnia się..
Rana…
Co noc…
Zanosisz pieśni
Do…
Głównego Nawigatora:
Zaprowadź mnie w spokoju
Do portu mojego…
Celu mej podróży…
Gdzie winnice
Mesjańskie
Rzędem stoją
W urodzaju…
Kołysząc liśćmi
Wielokrotny owoc
Zazdrośnie skrywając…
Daj dotrwać…
W doli i niedoli…
Daj zetrzeć pot z czoła…
Daj kark wyprostować…
Wszak mnie
Wolność woła…
W popołudniowej godzinie…
W czasie picia herbaty…
Wznosisz oczy…
Dojrzałe…
Podziwiasz płynące
Wraz z tobą…
Nieposkromione zorze…
Zastanawiasz się…
Którego malarza
Ręką są zdobione?
W taki wzór niepokorny?
W taki kształt
Bez granic?
W tak niezwykłym kolorze?
Od patrzenia na nie…
Zawrót głowy
Rzuca cię znów
O pokład twej łodzi…
Podnosisz się…
Pełen nowych planów…
Pomysłów…
I celów
Chwytasz ster…
Cerujesz i łatasz
Swej łupiny
Płachty zwietrzałe….
Jeszcze myśl się niejasna
Kołacze…
Jeszcze chwytasz się
Swoich snów…
Pagajami wspomagasz…
Kręta droga…
Minąłeś kolejny rów…
Ręką przeciągasz bruzdy
Które wyryłeś …
Na twarzy…
Życie siwizną znaczy swe szlaki
W twej…
Czuprynie płowej…
Lustra nie masz…
Więc nie wiesz…
Czy?
Czy z tą koroną?
Ogólnie ozdobną…
Możesz płynąć dalej?
Nie pozbywając się…
Marzeń?
Nie pozbywając się…
Wstępnych ustaleń..
W codziennym trudzie…
Znoszonych ciężarów
Splecionych…
Z nieodłącznych
Radości kruszyną…
Wieczór nadchodzi…
Mrok zapada…
Jak zwykle
O tej porze…
W swym sercu
Rozżarzasz….
Niegasnący płomień…
Miłości…
Którą tak mocno
Trzymałeś w swej dłoni…
Której ci nie wydarła
Morska zawierucha….
Która się wszystkim
Burzom szkwałom …
Oparła…
Która rosła wraz z falą…
Która wbrew wszystkim
Pozorom…
Nie umarła…
Żyje i jest ci podporą..!..!..
Udało ci się przenieść…
Twoje
Złote Runo…
Twój Skarb…
Będąc świadomym
Jego wartości….
Jego wielkiej ceny..
Dotarłeś …
Do brzegu…
Do portu swojego…
By szczęśliwie…
Wraz spłonąć…
Wraz spłonąć..
I w proch się
Obrócić…
Nie żałując niczego….

My rating