* * *
widzę cię o poranku
patrzysz mi ufnie w oczy
czasem odpływasz myślą
by potem znów zaskoczyć
gdy śpisz słyszę twój oddech
z moim się splata tchnieniem
spoglądam na jawie w biegu
krzyżujesz wzrok w pośpiechu
pośród czynności dziennych
wśród spojrzeń słów i gestów
rysuje się twoja postać
na kilka różnych sposobów
czytam cię niby książkę
odkrywam między wierszami
pytanie zadaję sobie
czy taki jesteś naprawdę
malwy zakwitły fioletem
wznoszą się w szare niebo
lipiec rosi je deszczem
nam wciąż siebie potrzeba
i choćby przeżyc z kimś lata
w słońcu deszczu i burzy
trudno się poznać do głębi
wszak sami siebie nie znamy
8 lipca 2025r.
patrzysz mi ufnie w oczy
czasem odpływasz myślą
by potem znów zaskoczyć
gdy śpisz słyszę twój oddech
z moim się splata tchnieniem
spoglądam na jawie w biegu
krzyżujesz wzrok w pośpiechu
pośród czynności dziennych
wśród spojrzeń słów i gestów
rysuje się twoja postać
na kilka różnych sposobów
czytam cię niby książkę
odkrywam między wierszami
pytanie zadaję sobie
czy taki jesteś naprawdę
malwy zakwitły fioletem
wznoszą się w szare niebo
lipiec rosi je deszczem
nam wciąż siebie potrzeba
i choćby przeżyc z kimś lata
w słońcu deszczu i burzy
trudno się poznać do głębi
wszak sami siebie nie znamy
8 lipca 2025r.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating