Wotum zaufania do kolejnego zbioru
Przedostałem się
przez ucho igielne
do strefy
milczenia
lecz nie czynię starań
ubiegania się o miejsce
w strefie
komfortu
To dwulicowe
obudzić świat zmierzchem
i pożegnać go świtaniem
być
duszą i ciałem –
To ludzkie
budzić się
wraz z zachodem
i zasypiać o świcie
ponawiam prośby dojrzewania
Jeśli nabierzesz wody
w usta
to ujściem będzie
rzeka Bug,
to znów będziesz
i Rzeczpospolita się ostanie to
i Kraków znów będzie
od morza do morza
choć żądam dostępu do gór
stołowych
i mórz martwych
Oddając się na kuchennym blacie
walce o wpływy
przy parzeniu herbaty
ale nawet w rzece
kamienie mają
swe fobie
ale i swą odwagę,
nieprzydatne, niepożądane, zdziczałe
męstwo
upamiętnienia winy
onieśmielasz mnie Poeto
i cała ziemia jest
niby poemat
a słońce nad nią
przedstawia artystę
To tylko twoje
5 minut,
które trwa dekady
Suche łzy uderzają
o bruk nieba
tremą kamufluję
swój szlachetny meteoryt
talentu
ale na geniusz
składają się
agresja i spokój
cisza i spokój
pasja i studium
twoich myśli
nad pewnością
Generalicja mych niefrasobliwości
degraduje kształt poezji
do stopnia trzykropka
oddaję hołd
wszystkim ludziom,
którzy chcieliby
ukraść Alfabet
w imię liryki lozańskiej
Jestem trzynastym
uczniem
najtępszym
w szkole świata
oponuję zbawczej chwili
bo stworzony
z wiecznego mrozu
wytrzymuję
ciepło miłości
Abolicja języka nie anieli
mej ciotki
Scholastyki
i żar ciężkiej Golgoty
w epoce łatwego podium
w moim laboratorium
kilka milionów słów
podniesione do potęgi
n-tej
bożonarodzeniowy jarmark
stoi Szopa
w ubogiej izbie wyższego
Urzędu Trwania,
której mieszkaniec –
protoplasta
wygwizdał na palcach
kręgi Obłoku Oorta
przysługujące z wieku i urzędu dla każdego
i Drogę Mleczną,
bo mamy już wojnę
w Sztucznej Inteligencji
Nie będę
repetował
żadnej zimy,
ani lata
została mi jesień
życia
harmonijna,
gołosłowna
i efemeryczna
Uniosę dłoń
do salutu
słońca
by uchwaliło
me
wotum zaufania
do kolejnego
zbioru
przez ucho igielne
do strefy
milczenia
lecz nie czynię starań
ubiegania się o miejsce
w strefie
komfortu
To dwulicowe
obudzić świat zmierzchem
i pożegnać go świtaniem
być
duszą i ciałem –
To ludzkie
budzić się
wraz z zachodem
i zasypiać o świcie
ponawiam prośby dojrzewania
Jeśli nabierzesz wody
w usta
to ujściem będzie
rzeka Bug,
to znów będziesz
i Rzeczpospolita się ostanie to
i Kraków znów będzie
od morza do morza
choć żądam dostępu do gór
stołowych
i mórz martwych
Oddając się na kuchennym blacie
walce o wpływy
przy parzeniu herbaty
ale nawet w rzece
kamienie mają
swe fobie
ale i swą odwagę,
nieprzydatne, niepożądane, zdziczałe
męstwo
upamiętnienia winy
onieśmielasz mnie Poeto
i cała ziemia jest
niby poemat
a słońce nad nią
przedstawia artystę
To tylko twoje
5 minut,
które trwa dekady
Suche łzy uderzają
o bruk nieba
tremą kamufluję
swój szlachetny meteoryt
talentu
ale na geniusz
składają się
agresja i spokój
cisza i spokój
pasja i studium
twoich myśli
nad pewnością
Generalicja mych niefrasobliwości
degraduje kształt poezji
do stopnia trzykropka
oddaję hołd
wszystkim ludziom,
którzy chcieliby
ukraść Alfabet
w imię liryki lozańskiej
Jestem trzynastym
uczniem
najtępszym
w szkole świata
oponuję zbawczej chwili
bo stworzony
z wiecznego mrozu
wytrzymuję
ciepło miłości
Abolicja języka nie anieli
mej ciotki
Scholastyki
i żar ciężkiej Golgoty
w epoce łatwego podium
w moim laboratorium
kilka milionów słów
podniesione do potęgi
n-tej
bożonarodzeniowy jarmark
stoi Szopa
w ubogiej izbie wyższego
Urzędu Trwania,
której mieszkaniec –
protoplasta
wygwizdał na palcach
kręgi Obłoku Oorta
przysługujące z wieku i urzędu dla każdego
i Drogę Mleczną,
bo mamy już wojnę
w Sztucznej Inteligencji
Nie będę
repetował
żadnej zimy,
ani lata
została mi jesień
życia
harmonijna,
gołosłowna
i efemeryczna
Uniosę dłoń
do salutu
słońca
by uchwaliło
me
wotum zaufania
do kolejnego
zbioru
Poem versions

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating