Na linie
*Anonimowość jest dostępna*
wakacyjny strumień ekranowego koniaku
wytrawnie erodował klawiszowe wzgórki
rytmicznie rezerwowała chatowy stolik
wyczekując po ciemku cwałującego tętna
tworzył cowieczorne eseje cieknące fascynacją
zabierał ją bezszelestnie w beskidzkie bezdroża
masował bolące skronie metaforową pieszczotą
laptopowy swat uzależnił dziewczęce opuszki
kalendarzowa jesień mgliście zalała kawalerkę
drugi miesiąc ponętnie zerwał wyblakłą kartkę
„Bądź trzydziestego, mam domek pod Brenną!”
***
słowiańska Lolita uchyliła zbutwiałe drzwi
zastygła otumaniona fetorem spalenizny
półmrocznym rechotem powitał pytającą twarz
opierał się obtargany o pordzewiałą framugę
krzyk przewiercił podziurawione dachówki
zemdlała muśnięta mosiężnym pocałunkiem
dwumetrowy kolekcjoner sennych marzeń
pozbawił dziewczynkę lipcowej jawy
uchyliła sine oczy w opuszczonej melinie
przefiltrowana lodowatym przeciągiem
obgryzła dziewięć paznokci
wakacyjny strumień ekranowego koniaku
wytrawnie erodował klawiszowe wzgórki
rytmicznie rezerwowała chatowy stolik
wyczekując po ciemku cwałującego tętna
tworzył cowieczorne eseje cieknące fascynacją
zabierał ją bezszelestnie w beskidzkie bezdroża
masował bolące skronie metaforową pieszczotą
laptopowy swat uzależnił dziewczęce opuszki
kalendarzowa jesień mgliście zalała kawalerkę
drugi miesiąc ponętnie zerwał wyblakłą kartkę
„Bądź trzydziestego, mam domek pod Brenną!”
***
słowiańska Lolita uchyliła zbutwiałe drzwi
zastygła otumaniona fetorem spalenizny
półmrocznym rechotem powitał pytającą twarz
opierał się obtargany o pordzewiałą framugę
krzyk przewiercił podziurawione dachówki
zemdlała muśnięta mosiężnym pocałunkiem
dwumetrowy kolekcjoner sennych marzeń
pozbawił dziewczynkę lipcowej jawy
uchyliła sine oczy w opuszczonej melinie
przefiltrowana lodowatym przeciągiem
obgryzła dziewięć paznokci
COMMENTS
ADD COMMENT
