Na linie

author:  Zoso
0.0/5 | 0


*Anonimowość jest dostępna*


wakacyjny strumień ekranowego koniaku
wytrawnie erodował klawiszowe wzgórki
rytmicznie rezerwowała chatowy stolik
wyczekując po ciemku cwałującego tętna

tworzył cowieczorne eseje cieknące fascynacją
zabierał ją bezszelestnie w beskidzkie bezdroża
masował bolące skronie metaforową pieszczotą
laptopowy swat uzależnił dziewczęce opuszki

kalendarzowa jesień mgliście zalała kawalerkę
drugi miesiąc ponętnie zerwał wyblakłą kartkę
„Bądź trzydziestego, mam domek pod Brenną!”

***

słowiańska Lolita uchyliła zbutwiałe drzwi
zastygła otumaniona fetorem spalenizny
półmrocznym rechotem powitał pytającą twarz
opierał się obtargany o pordzewiałą framugę

krzyk przewiercił podziurawione dachówki
zemdlała muśnięta mosiężnym pocałunkiem
dwumetrowy kolekcjoner sennych marzeń
pozbawił dziewczynkę lipcowej jawy

uchyliła sine oczy w opuszczonej melinie
przefiltrowana lodowatym przeciągiem
obgryzła dziewięć paznokci



 
COMMENTS