Doktor

author:  Irena Moll
5.0/5 | 5


wszyscy go znali
zawsze był
jak pomnik

stał i krzyczał coś gniewnie
nikt go nie rozumiał
nikt się nie bał
za to wszyscy szanowali

na głowie wielkie słuchawki
kilkudniowy zarost
w ręku butelka piwa
reszta w plecaku
opróżni nim przyjdzie zmrok

porzucił biały kitel
wyszedł na ulicę
sam znieczulał siebie

gdy odeszła

należał do krajobrazu
czasem na dłużej znikał
dla odwyku

wtedy była cisza
robiło się swojsko gdy wracał

wczoraj na miejskim cmentarzu
podjął decyzję

że niby bliżej Pana Boga



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating: