Sińce i makijaż
Sińce i makijaż
Kiedyś umrę,
jak wszyscy.
Ciemną trumnę
zbezcześci
słaby napis:
Zabiła.
Miałaś wybór.
Żartujesz?
To mój brzuch,
panikuję.
Nasze dziecko,
mój problem.
Spal na stosie
kobietę,
co nie chciała
w tą biedę
karmić dziecka
suchym chlebem.
Możesz opluć,
pogardzić,
w bramie natłuc.
Boga czcić,
a człowieka
sponiewierać.
Ciągły wyrzut
sumienia
już niczego
nie zmienia.
Ona sama
powoli umiera.
Lustro jest
drapieżniejsze.
Myśli wciąż
smętne, gęstsze.
A najmniejsze
trumienki
najcięższe.
Życie to
cienka nitka,
różnych czynów
odbitka.
Ta kobieta
to też
innych matka.
8 października 2024 roku, bezsennie
Autorka:
Karolina Michałowska
Kiedyś umrę,
jak wszyscy.
Ciemną trumnę
zbezcześci
słaby napis:
Zabiła.
Miałaś wybór.
Żartujesz?
To mój brzuch,
panikuję.
Nasze dziecko,
mój problem.
Spal na stosie
kobietę,
co nie chciała
w tą biedę
karmić dziecka
suchym chlebem.
Możesz opluć,
pogardzić,
w bramie natłuc.
Boga czcić,
a człowieka
sponiewierać.
Ciągły wyrzut
sumienia
już niczego
nie zmienia.
Ona sama
powoli umiera.
Lustro jest
drapieżniejsze.
Myśli wciąż
smętne, gęstsze.
A najmniejsze
trumienki
najcięższe.
Życie to
cienka nitka,
różnych czynów
odbitka.
Ta kobieta
to też
innych matka.
8 października 2024 roku, bezsennie
Autorka:
Karolina Michałowska

My rating
My rating