Płonę

5.0/5 | 3


Płonę, płonę. Płonę i spalam się
niby zeszłoroczne niebo,
niby przetarte w paru miejscach
serce pustelnika.

Wkrótce zostanie po mnie
najwyżej popiół, kilka naiwnych westchnięć,
parę pocieszonych łez.
Moje skrzydła, przetrącone
i złamane, nie uniosą więcej
mojego serca, zwęglonej duszy.

Tym, co mnie pociesza,
jest tęsknota za bezczasem,
za wiecznością, którą mi ktoś wykradł.
Jestem, aby kolidować z tłumem,
poddawać się woli nocy.

Czy to tylko kolejna kartka
z kalendarza, wydarta z piersi teraźniejszości?
Czy to jeszcze jedno uderzenie serca,
o jakim nie zapomnę?

Wypełniam sobą puste naczynie
twoich dłoni. Lubuję się
w przyrzeczeniach, co nie znają
drogi powrotnej.
Wiem, jak boli tchnienie wiatru.
Rozumiem, skąd biorą się
błogosławione chwile, jakich nikt nie słyszy.

Chodź, ukochaj we mnie ten wstyd,
tę rozpustę, o jakich nie mam
odwagi śnić.

Jestem dość blisko, aby uciszyć zmysły,
obłaskawić raj.
To tylko dobrze dobrana puenta,
krańcowa odpowiedź.



 
COMMENTS


My rating

My rating:  

My rating

My rating:  

My rating

My rating:  
03.09.2024,  Charlie Cbdo