To nie ja
okrzyknięta niewdzięczną
spopielała wieszczba
niesie echo koronnego meldunku
z frontu pluralizmu
dusz wielogodzinnych o pochodzeniu dalekowschodnich twierdzeń
nagrodzonych głodem z natury
i sytością cywilizacji homonta dziejowe
cudzołożnice o wyporności mauzoleum literatury
alfabetu ułożonego wspak
docierają do mnie głosy żalu
docierają do mnie głosy urodzaju
pewności nad wahaniem
światła nad cieniem
wyparłem falochron z gwiazdami
z umysłów niegodnych
i zachwytu potrzeby klincz
w elementarnym trotuarze
dla dzieci świata
zwiąż mnie liną żywiołu
łańcuchem bólu istnienia
niczyjej soli nikt nie rozkruszy
nikt nie poruszy czyjegoś zamyślenia
węgiel ogrzeje ruiny marzeń
w objęciach księżyca
spotkaliśmy się
gdyż najpierw spotkaliśmy się za dnia
ale ja dowiodłem, że lepiej będzie nocą
na oparzone rany epoki
rzucam zimne kamienie
w granicach swych zdań nieogarnione treści
jako poeta
oponuję chwili
byś to znów ty była Ewą
spopielała wieszczba
niesie echo koronnego meldunku
z frontu pluralizmu
dusz wielogodzinnych o pochodzeniu dalekowschodnich twierdzeń
nagrodzonych głodem z natury
i sytością cywilizacji homonta dziejowe
cudzołożnice o wyporności mauzoleum literatury
alfabetu ułożonego wspak
docierają do mnie głosy żalu
docierają do mnie głosy urodzaju
pewności nad wahaniem
światła nad cieniem
wyparłem falochron z gwiazdami
z umysłów niegodnych
i zachwytu potrzeby klincz
w elementarnym trotuarze
dla dzieci świata
zwiąż mnie liną żywiołu
łańcuchem bólu istnienia
niczyjej soli nikt nie rozkruszy
nikt nie poruszy czyjegoś zamyślenia
węgiel ogrzeje ruiny marzeń
w objęciach księżyca
spotkaliśmy się
gdyż najpierw spotkaliśmy się za dnia
ale ja dowiodłem, że lepiej będzie nocą
na oparzone rany epoki
rzucam zimne kamienie
w granicach swych zdań nieogarnione treści
jako poeta
oponuję chwili
byś to znów ty była Ewą

My rating
My rating