[ ....... ]
Nie chcę iść w góry.
Trzeba się wspinać, wspinać,
a ja mam serce słabe.
Kamienie ranią i chłód przenika,
nie pójdę w góry.
Nie chcę płynąć łodzią.
Łódź jest wywrotna a woda oślizgła.
Nad jakąś Ofelią pływają ryby,
dno grząskie, brudne, niepewne,
nie chcę nad wodę.
A las pachnie pięknie,
żywą żywicą kora opływa,
żuczki trujące i mrówki kąśliwe
aż cierpnie skóra, tlenu za dużo,
do lasu nie.
Zostanę tutaj.
Tutaj pająki znają mój głos,
a ja ich pułapki z daleka omijam.
Z kretem mam swoją wojnę,
z jeżem tajne spotkania.
Noc do mnie mówi,
a dzień ośmiela.
Czas mierzę porami roku.
Aż mijają jak jeden dzień,
nawet nie zauważę ostatniego.
I nie chcę do ludzi.
Moi ludzie odeszli, zniknęli, umarli.
A tych ! - znam, o, znam,
niech zostaną tam gdzie są.
Lubię zmrok za oknami.
Trzeba się wspinać, wspinać,
a ja mam serce słabe.
Kamienie ranią i chłód przenika,
nie pójdę w góry.
Nie chcę płynąć łodzią.
Łódź jest wywrotna a woda oślizgła.
Nad jakąś Ofelią pływają ryby,
dno grząskie, brudne, niepewne,
nie chcę nad wodę.
A las pachnie pięknie,
żywą żywicą kora opływa,
żuczki trujące i mrówki kąśliwe
aż cierpnie skóra, tlenu za dużo,
do lasu nie.
Zostanę tutaj.
Tutaj pająki znają mój głos,
a ja ich pułapki z daleka omijam.
Z kretem mam swoją wojnę,
z jeżem tajne spotkania.
Noc do mnie mówi,
a dzień ośmiela.
Czas mierzę porami roku.
Aż mijają jak jeden dzień,
nawet nie zauważę ostatniego.
I nie chcę do ludzi.
Moi ludzie odeszli, zniknęli, umarli.
A tych ! - znam, o, znam,
niech zostaną tam gdzie są.
Lubię zmrok za oknami.
Poem versions

My rating
My rating
My rating
My rating