Apokatastasis
Obudziłem się późno. Ranek i południe
Zlewały się w jedno w słońca wielkiej kadzi.
I wiedziałem – co było, było tylko złudne,
A co będzie – to może jeszcze się nie zdarzy.
Niebo stało w miejscu, gołąb spał w kominie,
Białą smugą pruł niebem okręt prawie-lata.
I coś mi dało pewność, że jeśli przeminę,
To nie ma w tym nic złego, skoro z tego świata
Zostanie jasna powódź, przybój o parapet
Bijący, kiedy wiosna jest już prawie latem.
Zlewały się w jedno w słońca wielkiej kadzi.
I wiedziałem – co było, było tylko złudne,
A co będzie – to może jeszcze się nie zdarzy.
Niebo stało w miejscu, gołąb spał w kominie,
Białą smugą pruł niebem okręt prawie-lata.
I coś mi dało pewność, że jeśli przeminę,
To nie ma w tym nic złego, skoro z tego świata
Zostanie jasna powódź, przybój o parapet
Bijący, kiedy wiosna jest już prawie latem.

My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating
My rating